Norwegia. Jostedalbreen Nationalpark
Godzina 7:00. Tego dnia pobódka była wcześniej niż zwykle. Powodem tego nie była długość trasy tylko ilość atrakcji jaka nas czekała. Biorąc pod uwagę fakt, że każdej chciało by się poświęcić choć chwilkę, to uzbiera się tego kilka godzin. Jemy śniadanie i wypijamy poranną kawę wpatrzeni w cel dzisiejszej podróży. O 9:30 zwijamy majdan i ruszamy w kierunku lodowca Jostedalbreen.
Godzina 10:30. Pomimo, że nocowaliśmy tylko 20km od lodowca droga zajeła nam prawie godzinę. Było to spowodowane licznymi robotami drogowymi i musieliśmy przymusowo czekać po 15 min na mijankach. W końcu o 10:30, po zapłaceniu wjazdu na teren parku (25NOK), stajemy na parkingu. Jest !!!.... w końcu jest !!!!....... błękitny lodowiec. Podziwiamy z parkingu jego jęzor, który wypływa z pomiędzy skał. Szybka zmiana obuwia na traperskie i ruszamy w kierunku lodowca. Trochę wspinacznki nie zaszkodzi tym bardziej, że mamy cudowną pogodę. Niebo jest bezchmurne, świeci słońce, a temparatura dochodzi do 28'C.
Godzina 11:00. Wkońcu docieramy pod sam lodowiec. Wrażenia są kosmiczne. Gosia i dzieciakinie mogą uwieżyć, że lód może być niebieski. Jak to do szczęścia niewiele trzeba. Wzięte ciepłe bluzy, wiszą poprzepasane na pasach, gdyż jest tak ciepło. Robimy sobie kilka pamiątkowych fotografii. W pewnym momencie, kiedy poprosiliśmy jakiegoś pana aby zrobił nam fotkę, poczuliśmy jak spływa na nas od tyłu ziąb z lodowca. Ciała nasze rozgrzane drogą zaczeły stygnąć i dopiero teraz dało się odczuć jakie zimno bije z lodowego olbrzyma. W zamiazre mieliśmy odbyć krótki rodzinny spacer po lodowcu pomimo dośc wysokiej ceny, 200NOK/osobę. Byliśmy gotowi ją zapłacić, ale przewodnicy mieli przerwę i kazali nam czekać 45min. Po rodzinnej naradzie, jednogłoście stwierdziliśmy, że czekać nie będziemy i w ten oto sposób zaoszczędziliśmy 100 euro. Ruszyliśmy więc w drogę powrotną na parking i o 11:45 opuszczamy płatną część parku narodowego.
Norwegia. Droga do lodowca
Godzina 13:00. W dalszym etapie naszej expedycji na północ, mieliśmy do wyboru dwie drogi. Jak to zwykle bywa wlewo i w prawo. My decydujemy się na przejechanie pasma górskiego przez krainę śniegu i lodu. Droga nr 55, bo o niej tu mowa, pozostanie na długo w naszej pamięci. To jest prawdziwy test dla samochodów. Wzniesienia nachylone pod kątem 12%, powodowały, że trzeci bieg nie istniał dla naszego samochodu. Tylko jedynka i dwójka. W takim stylu wjechaliśmy, w zasadzie należało by powiedzieć wspieliśmy się na wysokość 2650 mnpm. To oficialny rekord wysokości, jak do tej pory, dla naszego auta i dla nas. Wjeżdzając na górę zachwycaliśmy się widokami i robiliśmy sobie krótkie przerwy. Na mapie punkt przesuwa się nieznacznie ale w realu cały czas jedziemy.
Godzina 14:00. Wkońcu dojeżdzamy do najwyższego punktu drogi 55. Robimy przerwę na toaletę i sesję zdjęciową. Teraz przyjdzie kolej na zjazd w dół. Nauczeni doświadczniem, stosujemy odpowiednią technikę, bo teraz mamy 12% ale w dół.
Godzina 15:00. W końcu docieramy do drogi nr 15, skręcamy w lewo i w ten sposób objeżdzamy wielki lodowiec. Droga prowadzi nas do zjazdu na drogę nr 63. To sławna droga Troli. Po drodze zatrzymujemy się na posiłek itankujemy auto, tym razem do pełna.
Norwegia. Lodowic Jostedalbreen
Godzina 16:30 Dojeżdzamy do masywu górskiego Hornindal, a to nieunikniony znak, że za chwilę skcimy w drogę nr 63. Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie i wjeżdzamy na drogę troli. W pierwszej kolejności Dalsnibba, czyli ostro i pokręcenie w dół. Nauczeni doświadczeniem z przed kilku dni, nie pozwalamy się rozpędzić naszemu potworowi, hamując silnikiem. Włos się nam jeży na głowie, kiedy widać więcej asfaltu przed maską niż zazwyczaj. Momo to jeziemy dalej, od czasu do czasu zatrzymując się aby zrobić fotografię
Godzina 17:00. Dojeżdzamy do Geiranger, który jest położony w malowniczej scenerii fiordowej. Z platformy widokowej rozciąga się przepiękny widok na fjord i wielki statek który akurat wypływał z portu. W tle dostrzegamy wijącą się do góry drogę. To droga orłów. Beziemy nia jechać, bo innej drogi nie ma.
Godzina 17:50. Wkońcu dojeżdzamy do przeprawy promowej Eidsdalen-Linge. W zasadzie na prom nie czekaliśmy, bo właśnie dobijał do brzegu. Nie gasiłem nawet silnika. Po 15 min jesteśmy na drugim brzegu i pędzimy na rabinę Troli.
Godzina 19:00. Dojeżdzamy do Trollstigveien, czyli drabiny troli. Zatrzymujemy się na parkingu i kierujemy na platformy widokowe. Jedna jest zupełnie nowa i jeszcze nie pomalowana. Spotykamy rodzinę z polski i zamieniamy kilka słów. Podziwiamy trasę którą przyjdzie nam za chwilę jechać w dół.
Norwegia. Olbrzym za plecami
Godzina 20:30. Ja zwykle po godzinie 20, zaczynamy szukac kempingu. Tym razem zawierzamy nawigacji i docieramy do miejscowości Andalsnes, gdzie na samym wjeździe jest kilka pól namiotowych. Szybki meldunek i chwila odpoczynku dla ciała i ducha.
Stan licznika 2591km