Split/Chorwacja - 25.01.2010
... czyli nagroda za cierpliwość.
Ostatni dzień w słonecznej Chorwacji postanowiliśmy przeznaczyć na zwiedzenie czegoś konkretnego poza gorącymi plażami i brudnymi miastami. Wybraliśmy się do Parku Narodowego Plitwickie Jeziora. Fantastyczne miejsce - jeziora połączone wodospadami (gdzieś przeczytałem, że jest aż 16 jezior), woda niebieska, a czasam nawet seledynowa. Jedne jeziora są wyżej niż drugie. My schodziliśmy w dół, na góre odwiozły nas pojazdy prosto z Jurassic Parku : D Odbyliśmy ciekawy spacer przyglądając się zupełnie przezroczystej i niesamowicie czystej wodzie. To pewnie dlatego ten zakaz kąpieli. Zresztą tu nie ma co opowiadać bo i tak nie jest możliwe opisanie tego co można było tam zobaczyć. W każdym razie dla jadących do Chorwacji polecam to miejsce OBOWIĄZKOWO. Na koniec mieliśmy okazję przepłynąć elektrycznym promem przez ostatnie już jezioro
Po kilu godzinach spaceru i opuszczeniu parku udaliśmy się na obowiązkowy codzienny obiad składający się - uwaga - z zupki w proszku i makaronu z sosem w proszku - rewelacyjnie ; )
Split/Chorwacja - 25.01.2010
A później już tylko 1700 km autostrad i 300 km polskiej drogi, parę 'skrótów' w Wiedniu i kilka krętych ścieżek w czeskich górach, aż w końcu home sweet home.
Gdyby mnie ktoś zapytał czy jestem zachwycony Chorwacją to odpowiedziałbym, że bez rewelacji chociaż na pewno jestem zadowolony, że udało mi się poznać coś nowego, innego niż u nas w kraju. Jednak mam zamiar poznać bliżej nasz kraj i w kolejne wakacje skieruję się chyba na Mazury! See you there.