tropikalno-erotyczny dzień 3.
Plan dnia trzeciego mieliśmy dość napięty. Rano po śniadaniu wybraliśmy się do Muzeum Tropikalnego. spracer na miejsce zajął nam trochęczasu, ale kupowanie biletów w Amsterdamie nie ma większego sensu. dotarcie na miejsce zajmuje makcymalnie 40 minut, a podziwianie architektury, kanałów itp. jest niezastąpione ;-)
Wracając do Muzeum Tropikalnego. Okazało się, że jest tak ogromne, że przeznaczyliśmy na nie za mało czasu. podzieliliśmy się i szliśmy swoimi drogami. Ostatecznie wysżło tak, ze to co ja widziała, , oni nie i na odwrót ;-)
Samo muzeum jest wciągające. każda kultura (współczesna, bądź już wymarła ma tam przynajmniej swój kącikl. popularniejsze mają oczywiście całe pokoje. Na każdym kroku sa filmy multimedialne, efekty specjalne. Jest kawiarenka z czasów rewolucji kubańskiej, marokanski sklepik i mnóstwo innych świetnych miejsc.
Dla osób, które maja trochę więkcej pieniążków polecam sklepik przy muzeum - można nabyć wiele egzotycznych gadżetów ;]
Po tropikach w planach mieliśmy Allard Pierson Museum - Muzeum Archeologiczne. niestety już je zamykali i zdążyliśmy obejrzec tylko wystawę ymczasową - dokumentów, papierów, ksiąg na przestrzeni wieków.
tropikalno-erotyczny dzień 3.
Nastepnie czas na przerwę, mały posiłek. wybór padł na Nowy Rynek - Niuewe Makrt. Dawniej Dom kupiecki, obecnie restaracja. Ale nie ulegajmy złudzeniom - my jedliśmy na ławeczce ;-P
Posileni przeszliśmy przez dzielnicę chińską - szczerze mówiąc nic godnego zatrzymania. Obierając kierunek na hotel przeszliśmy przez dzielnicę czerownych latarni. tam wstąpiliśmy jeszcze do Muzeum Erotycznego. Muszę przyznać, ze spodziewałam sięczwegoś więcej ;-P a jedyną ciekawostką był pierwszy wibrator - na korbkę ;-)
Wieczorem wyjście na miasto... i tutaj też jest morał "Uciekając przed deszczem uciekacie przez Amsterdamem" ;-]