Po kilku godzinach jazdy znośną dwupasmówką dojechaliśmy do Odessy. Ruch uliczny zgodnie z przestrogami był dosyć nasilony, a kierowcy szaleni (nagminne jest wymuszanie pierwszeństwa, nadmierna prędkość i brak wyobraźni miejscowych zmotoryzowanych).
Zaparkowaliśmy w okolicach dworca gdzie opłaty zbierał ludzki parkomat (10 hrywien od auta) i ruszyliśmy zwiedzać. Warto zobaczyć operę (i nietypowe drzewa w jej okolicy), oczywiście schody do portu, główny prospekt i sam dworzec będący architektoniczną perełką.