Wybraliśmy to przejście graniczne z uwagi na względnie mały ruch. Granice przekraczaliśmy około północy i rzeczywiście wraz ze sprawdzeniem samochodów przez ukraińskich celników (również przy pomocy psa Sergieja) zajeło nam to około godziny. Niestety niesmak pozostał po ostatniej bramce, na której ukrainiec wyciągnął od nas po 10 dolarów za samochód.