Notre Dame
DZIEŃ 3
Dzisiaj wita nas słoneczko. To dobrze, bo w planach mamy dużo miejsc do zobaczenia. Zaczynamy od Ile de la Cite i Notre Dame. Paryż ma układ koncentryczny, na wzór ślimaka z rozchodzącymi się gwiaździście bulwarami. Oś główną stanowi dolina Sekwany dzieląca miasto na dwie części: prawobrzeżną
Historyczne serce Paryża to właśnie wyspa Cite na Sekwanie, gdzie stoi olbrzymi Pałac Sprawiedliwości (Palais de Justice), Święta Kaplica (Sainte-Chapelle) oraz legendarna katedra Notre Dame.
To moja, obok Bazyliki Sacre Coeur, jedna z ulubionych paryskich świątyń. To tutaj dzieje się akcja powieści Victora Hugo – Dzwonnik z Notre Dame. Budowa tej gotyckiej katedry trwała prawie 2 wieki, a dokładnie 170 lat. Obchodzimy ją dookoła. To prawie 130 długości. Szczególnie piękne jest gotyckie ożebrowanie z tyłu katedry. Mamy wrażenie, że jest to niezwykle delikatna i misterna konstrukcja wykonana z wielu elementów. Widać, że budowniczowie i konserwatorzy wykazywali dużą dbałość o zabezpieczenie budowli przed deszczem. Gęsto osadzone gargulce odrzucały daleko wodę zbieraną z dachów. Trochę są przerażające, te wykrzywione paszcze, ale mają swój specyficzny, złowieszczy urok.
Rozeta południowa
Przed katedrą znajduje się nieproporcjonalnie duży plac. Powstał on po zrównaniu z ziemią malowniczych domów na rozkaz Napoleona III, który obawiał się wznoszenia barykad na sąsiednich krętych uliczkach. Przed środkowym wejściem znajduje się „punkt zero”. Z tego miejsca liczy się wszystkie odległości od Paryża. Miałyśmy trochę kłopotu z jego znalezieniem, ale w końcu udało się. Taki sobie złoty kleks.
Mamy szczęście: w środku nie ma tłumu turystów jaki kłębi się tam latem i w okolicach świąt. Możemy spokojnie podziwiać przepiękne łuki i sklepienia, a zwłaszcza ogromną, mieniącą się tysiącem barw rozetę północną. Ma ona prawie 10 metrów średnicy, jest tu wiele witraży, które wprowadzają grę świateł i rozjaśniają tą nieco mroczną gotycką budowlę.
Katedra jest olbrzymia i mamy trochę problemów z ujęciem jej na zdjęciach. Stwierdzamy, że najlepsze ujęcia będą z mostu L’Archeveche i tam też się udajemy. Oczywiście seria zdjęć zKaroliną, Agatą i mną na tle kościoła. Wracamy mostem do katedry i skręcamy w stronę Hotel de Ville czyli po prostu miejskiego ratusza. Na czas zimowy miasto zafundowało mieszkańcom lodowisko przed tym budynkiem. Uciechę mają przede wszystkim dzieci ale i paru dorosłych przemyka po lodowej tafli z czerwonymi rumieńcami na policzkach. Przyglądamy się im przez chwilę i idziemy do Centre Boubourg. Francuzi podobno mają na jego temat zdania podzielone. Dużej części nie podoba się jego zbyt nowoczesna architektura, która nie pasuje do zabytkowej dzielnicy Paryża. Przewody ogrzewcze, rury wodociągowe, kable elektryczne i przewody klimatyzacyjne zostały umieszczone na zewnątrz i pomalowane na żywe kolory. Dzięki temu zagospodarowano więcej miejsca wewnątrz. Główne filary i konstrukcja nośna budynku są białe, system klimatyzacji - błękitny, rury doprowadzające wodę - zielone, windy - czerwone, a urządzenia elektryczne - żółte. Budynek wygląda jak gigantyczna fabryka zbudowana z klocków lego.
ND od strony zachodniej
Wewnątrz tego Centrum Kultury i Sztuki mieści się muzeum sztuki nowoczesnej, biblioteka, teatry, sale koncertowe, sala kinowa, sala wystawowa, biblioteka, centrum muzyki i odnowy akustycznej, sklepy, restauracje, miejsca do zabaw dla dzieci oraz…. nawet parking. Podobno. Bo akurat parkingu jeszcze nigdy tam nie widziałam, ale wierzę, że pewnie gdzieś tam jest. Plac Artystów przed budynkiem jest miejscem spotkań młodzieży, występów ulicznych teatrów i artystów różnej maści i uzdolnień.
Idziemy jeszcze zobaczyć fontannę Stravińskiego, niestety ruchome zazwyczaj elementy zapadły w sen zimowy. Kolorowe postacie patrzą na nas nieruchomym wzrokiem. Do życia potrzebują wody, której w basenie jak na lekarstwo. Trudno.
Idziemy przez dzielnicę Les Halles, dawną dzielnicą handlową, zwaną „brzuchem Paryża”. Obecnie po targach i kramach nie zostało śladu. Zostały one zastąpione przez nowoczesny kompleks handlowy. Literacki opis dzielnicy Hal pozostawił Victor Hugo w Nędznikach. W powieści tej opisane zostało Powstanie republikanów w Paryżu w 1832, w czasie którego walki toczyły się m.in. na jej terenie. Inny literacki opis Hal, tym razem naturalistyczny, dał Emil Zola w powieści Brzuch Paryża, który to tytuł odnosi się właśnie do Hal. W Halach rozgrywa się też część akcji powieści Patricka Süskinda „Pachnidło.”. No proszę… Taka sobie dzielnica, a była już co najmniej trzykrotnym bohaterem literackimJ. Nie zagłębiamy się w sklepy, szkoda nam czasu. Naszym celem jest kościół St Eustache. Nie za bardzo jednak potrafię sobie przypomnieć gdzie on się znajduje. Całe szczęście Karolina przejmuje mapę, Inga nadal robi nam zdjęcia a Agata cierpliwie idzie za namiJ .
Fontanna Stravinskiego przed Pompidou
W końcu jest. Przed kościołem olbrzymia głowa i dłoń… No właśnie, kogo? Nie muszę dodawać, że owa dłoń gościła po kolei wszystkie cztery wycieczkowiczkiJ. Kościół jest największym, po Notre Dame i St Sulpice kościołem w Paryżu. Po wejściu, uderza nas niezwykła wprost jego strzelistość, którą ciężko oddać na zdjęciach. Ma piękne witraże a nawet …. pięknie wyrzeźbioną scenkę miejskiego targu. Kupcy niosący jabłka, pory i ziemniaki wyglądają dosyć osobliwie obok ukrzyżowanego Chrystusa… Pewnie to ma przypominać handlowy charakter dzielnicy. Kto wie?
Wracając, rzut oka na Tour St Jacques, wieżę świętego Jakuba, skąd w średniowieczu wyruszali pielgrzymi do Santiago de Compostella.
Nogi dają się już nam we znaki… Mijamy już chyba po raz trzeci Notre Dame i kierujemy się w stronę Instytutu Arabskiego. Chcemy tylko zobaczyć go z zewnątrz, na zasadzie ciekawostki: pomysł zastosowania przysłon na wzór aparatu fotograficznego, które dozują odpowiednią ilość światła do wnętrza budynku wygląda dosyć interesująco. Mnie się kojarzy z wielką … tarkąJ
Od jakiegoś już czasu chciałam zobaczyć rzymskie areny w środku Paryża, ale jakoś nigdy nie było na to czasu. A tutaj, proszę: drogowskaz: ARENES DE LUTECE. Co prawda nie były dzisiaj w planie, ale skoro są tak blisko… Idziemy.
la Tete przed St Eustache
W Paryżu, czyli w Lutecji czasów rzymskich, mieszkało 20 tysięcy osób – areny mogły pomieścić dziesięć tysięcy widzów czyli połowę mieszkańców miasta. Zastanawiam się jak to możliwe… Areny wyglądają dosyć mizernie, jak podrzędnej klasy wiejskie boisko. Rozczarowanie. Ale nie ma tego złego co by nie wyszło na dobre. Z daleka miga nam Mosquee de Paris – paryski meczet. Też co prawda nie na dzisiaj, ale to dobrze: kolejna pozycja z listy rezerwowej będzie do skreślenia. Lista rezerwowa jest długa i nie wiem czy wszystko uda się zobaczyć.
Meczet został wybudowany w latach 1922–26 w stylu hiszpańsko-mauretańskim przez muzułmańskich robotników z Algierii, Maroka i Tunezji. Taka mała oaza orientu w centrum Paryża. Wewnątrz kompleksu meczetu, poza madrassą i salą modlitw ściśle zarezerwowaną dla wiernych, znajdują się części otwarte dla zwiedzających, m.in. tradycyjne patio, mauretański ogród oraz biblioteka. Naprawdę warto tam zajrzeć – przepiękne, tradycyjne arabskie mozaiki, misterne plafony, oraz cisza i spokój tego egzotycznego miejsca pozwalają zapomnieć na chwilę, że znajdujemy się w samym centrum europejskiej metropolii. Wyobrażam sobie jak musi tam być pięknie wiosną czy latem kiedy drzewa i krzewy pokrywają się kwiatami.
Instytut Arabski
Po obowiązkowych fotkach meczetu przechodzimy do jego części “komercyjnej” ze słynną herbaciarnią. Wchodzimy przez ogródek herbaciarni, miejsce bajecznie kolorowe, ze ścianami pokrytymi mozaiką, wiklinowymi krzesłami, miniaturowymi stolikami przy których już siedzą ludzie siedzących i popijają ociekające syropem tradycyjne arabskie ciastka jeszcze słodszą miętową herbatą, jednocześnie odganiając gołębie i wróble bezczelnie żebrające o okruszki. Nie za bardzo potrafimy się zdecydować, którego specjału skosztować, najchętniej spróbowałabym każdego. Cena nie jest zbyt wygórowana: 2 euro za kawałek. W końcu Inga i Agata decydują się na ciasto pomarańczowe: ciężkie, potwornie słodkie i wilgotne od syropu pomarańczowego, Karolina bierze orzechowo migdałowy przysmak a ja migdałowe ciasteczko, które niestety smakuje jak niewypieczone kruche ciasto. Błędny wybór. Oczywiście skosztowałam przysmaki koleżanek i każdy z nich wydawał mi się lepszy od mojego. Na arabską, miętową herbatę nie skusiła się żadna z nas.
Ani na hammam, czyli arabską łaźnię i salon piękności… Obiecuję sobie, że następnym razem już na pewnoJ . Hammamów w stolicy Francji jest na pęczki – są wśród nich zarówno super-eksluzywne salony piękności, jak i osiedlowe łaźnie rozsiane po całym mieście, do których chodzą głównie mieszkający lokalnie Arabowie – jednak to właśnie ten przymeczetowy hammam jest najbardziej znany i polecany jako najbardziej autentyczny i… najtańszy.
Meczet
Nieco ociężałe po najbardziej kalorycznych ciastkach jakie pewnie kiedykolwiek jadłyśmy, przechodzimy na drugą stronę ulicy i …. przed nami Jardin des Plantes, również nieplanowany. Nie tylko na dzisiaj ale w ogóle nie figurował na naszej liście rezerwowej. Jardin des plantes to po prostu ogród botaniczny, nie wiem czy będzie co tam oglądać zimą, ale skoro już tu jesteśmy… Jardin des Plantes na pewno nie należy do najładniejszych ogrodów paryskich ale na pewno jest godny polecenia ze względu na ciekawą szatę roślinną. Po raz pierwszy w życiu widziałam cedry z Libanu i … kangury.
Naszym głównym celem w tej okolicy jest Panteon. Olbrzymi budynek, ale… podobnie jak św. Klotylda wczoraj, budynki paryskie mają zdumiewającą zdolność znikaniaJ. Wiemy, że gdzieś tu jest, ale gdzie??? Kluczymy małą chwileczkę po wąskich zaułkach by w końcu wyjść prawie na monumentalną budowlę.
W 1744 r. Ludwik XV, złożony ciężką chorobą, zwrócił się o pomoc do św. Genowefy ślubując, że po wyzdrowieniu wystawi na szczycie wzgórza świątynię jako wotum dziękczynne. Król wyzdrowiał, ale finanse Francji wciąż nie miały się najlepiej, dlatego budowa kościoła trwała latami i została ukończona tu tuż przed rewolucją w 1791r. Następnie zamieniono go na miejsce pochówku słynnych postaci. Wnętrze mauzoleum przytłacza ogromem. Środek zajmuje replika wahadła, przy użyciu którego w 1855 r. Léon Foucault wykazał istnienie ruchu obrotowego Ziemi. Do środka nie weszłyśmy, jakoś zabrakło nam zainteresowania, a może sprawił to dotkliwy chłód, który poczułyśmy już w przedsionku Panteonu. Było tam o wiele zimniej niż na dworze. Jak to możliwe? Nie wiem.
Panteon widziany z ogrodów Luksemburskich
Kilka kroków od Panteonu znajdują się Ogrody Luksemburskie z charakterystycznymi alejami drzew przyciętymi w prostokąty. Wpadamy tam dosłownie na chwilkę, bo ledwo powłóczymy nogami. Po Panteonie postanowiłyśmy trochę odpocząć w pobliskim Mc Donaldzie i to był nasz błąd. Raz posadzone tylne części ciała już nie chciały się ruszyć… Tak więc ogordy Luksemburskie zwiedziłyśmy raczej symbolicznie, przysiadając tu i ówdzie na gęsto porozstawianych ławkach. Ogrody ładne, gęsto obsadzone drzewami, rzeźbami, ośmioboczny basen… Ale… Ratunku, już nie mamy siły… Pełne wrażeń człapiemy w stronę metra i powoli żeglujemy do domu…
Jutro następny dzień, ale trochę mnie to przeraża…
Dzień 4
Uuuuuuuuuuuuuuuuuu… O nasze okienko na świat w dachu bębnią krople deszczu. Niedobrze… Paryż jest uroczym i romantycznym miejscem, ale skąpany w deszczu wygląda jak KatowiceJ. To moje zdanie i możecie się z tym nie zgadzaćJ. Myszkuję przez chwilę po naszym wynajętym atelier ale niestety Alain nie zostawił żadnego. Trudno, jakoś do metra dojdziemy a potem może dokonamy zakupu w jednym z ulicznych kramików. Koszt – 5 euro. Jakość i gwarancja – nieokreśloneJ.
Luwr
Skoro pada, decydujemy spędzić przedpołudnie w Luwrze. Nie potrafię za bardzo określić czy cieszy mnie ta perspektywa czy nie… Będąc w Luwrze chciałabym zobaczyć wszystko, poczuć klimat danej epoki, zobaczyć dzieła znanych mi artystów. A potem… Zazwyczaj jestem zbyt zmęczona aby się tym cieszyć. Wysiadłyśmy na stacji Palais Royal- Musee du Louvre, sądząc że wysiądziemy bliżej muzeum, jak sugerowałaby nazwa stacji. Nic jednak bardziej mylnego: kluczymy przez dobrych parę minut po podziemnych galeriach, żeby w końcu dać za wygraną i wyjść na zewnątrz w okolice szklanej piramidy, która jest głównym wejściem do Luwru. Zaprojektowana przez mieszkającego w Ameryce ekscentrycznego chińskiego architekta Ieoh Ming Pei na początku wzbudzała kontrowersje i niechęć Francuzów, podobnie jak Wieża Eiffla. Głównym założeniem projektowym budowy szklanej piramidy było nie zasłanianie elewacji Luwru. Francuzi widocznie bardzo uważają, żeby coś budowanego nie przysłaniało czegoś drugiego. Już z daleka zobaczyłyśmy, że kolejka przed wejściem nie jest zbyt duża. Youuuupi! Unikniemy stania w deszczuJ. Szybko podchodzimy do wejścia i … już rozumiemy dlaczego nie ma ludzi. Po prostu w dzisiejszy wtorek muzeum jest nieczynne. Jak pech to pech. Akurat dzisiaj. Trudno. Deszcz przestaje powoli padać. Decydujemy się na nowoczesną dzielnicę la Defense. Dzielnica ta stanowi główne centrum biznesu we Francji, z siedzibami większości wielkich francuskich koncernów i głównych przedstawicielstw koncernów zagranicznych we Francji. Lubię wielki, biały, nowoczesny łuk stojący na linii, będącej przedłużeniem Paryskiej Osi Historycznej, zaczynającej się od Luwru, z którego niestety przed chwilą przyjechałyśmyJ a kończącej się na Łuku Triumfalnym. Linia ta stanowi oś dzielnicy, wzdłuż której ciągnie się Esplanada La Défense. La Grande Arche został oddany do użytku w 1989r. Był to zwycięski projekt ogłoszonego w 1982 r. konkursu na zakończenie Osi Historycznej i Esplanady. Le Grande Arche stal się symbolem La Défense- mieszczą się w nim galerie wystawiennicze, biura i instytucje państwowe, jak również tarasy widokowe. Teren na powierzchni dzielnicy jest niemal całkowicie wyłączony z ruchu kołowego. Do niemal wszystkich wieżowców można jednak dotrzeć drogami wewnętrznymi znajdującymi się w podziemiach. Jest to jeden z nielicznych w Europie przykładów niemal całkowitej izolacji ruchu pieszego od kołowego. Faktycznie: przemykając pomiędzy budynkami nie natrafiłyśmy na żaden samochód. Nawet zaparkowany. Gdzieś przeczytałam, że dzielnica la Defense stała się dzielnicą samobójców. Ciekawe dlaczego. Najwyższy budynek dzielnicy jest siedzibą formy Total. Liczy on 187 m. i 48 pięter i jest drugim co do wysokości budynkiem w aglomeracji paryskiej. Z tego co widać nie jest otoczony żadną ochronną siatką, więc teoretycznie rzucając się z niego łatwiej jest zakończyć smętny żywot. Do niedawna w ilości samobójców przodowała Wieża Eiffla, ale od kiedy pierwsza i druga platforma zostały otoczone drucianymi prętami, ich liczba znacznie się zmniejszyła. Trochę to dziwnie zabrzmi, ale wolałabym już rzucić się z wieży. Zawsze to romantyczniej. Nie wspominając jednak o Bogu ducha winnych turystach narażonych na ten spektakl.
La Defense
Dzielnica robi wrażenie, ale trzeba lubić futurystyczną atmosferę. Ja tam wolę bardziej swojskie klimaty Montmartre lub Ile de la Cite. Nadworny fotograf robi nam jeszcze zdjęcia na tle olbrzymiego kciuka, autorstwa Cezara Baldacciniego. Paluch waży, bagatelka, 18 ton i ma 12 metrów wysokości. Nie mam pojęcia po co tam jest, ale wygląda wystarczająco … dziwnie.
Tak samo „dziwnie” wygląda Opera Garnier, do której teraz jedziemy. Wielkość gmachu jest imponująca – 172 metry długości, 101 metrów szerokości, a dach to powierzchnia 11 tys. m2. Mnogość poziomów oraz labirynty korytarzy łączy 6319 stopni. Zaraz po wyjściu z metra, na Placu Opery, wzrok nasz przykuwa wspaniała fasada odznaczająca się bogactwem elementów dekoracyjnych. Bogactwem lub „nadbogactem”. Francuzi przyrównują ją, bez złośliwości, do ciastka, albo tortu weselnego. I rzeczywiście tak wyglądaJ.
Z poczucia obowiązku (jakiego???) raczej niż z ochoty, jedziemy na Place de la Bastille gdzie do 1789 roku stało więzienie. Jego zburzenie dało początek Rewolucji Francuskiej. Obecnie na placu stoi Kolumna Lipcowa. A po drugiej stronie budynek Opery Bastille. Jakże inna konstrukcja od Opery Garnier! Ale czy ładniejsza??
Łuk Triumfalny
Niebo się przeciera, więc mam nadzieję, że nasz spacer po Polach Elizejskich będzie udany. Wysiadamy na jednym z największych w Europie rondzie, na którym jest usytuowany Łuk Triumfalny. Od 120- metrowego ronda odchodzi promieniście 12 reprezentacyjnych alei. Ruch samochodowy na tym rondzie przyprawia o ból głowy. Dla mnie to jeden wielki chaos. Od Łuku Triumfalnego do Placu Zgody ciągną się Pola Elizejskie. W przewodnikach opisane jako ” najbardziej reprezenatywna ulica miasta”, albo „najpiękniejsza aleja Paryża”. Hmm… Zastanawiam się co turyści w niej widzą. Duża, zgoda. Reprezentatywna, pewnie tak. Ale czy najpiękniejsza? Kwestia gustu. Dla mnie to po prostu wielka, ruchliwa ulica. Ciekawe co myślą dziewczyny?
Po paru krokach zwabiła nas swoim zapachem Sephora, olbrzymi, ekskluzywny sklep z kosmetykami. Po kilku minutach przebywania tam można dostać bólu głowy od wszystkich zapachów. I tym sposobem nasza przechadzka po Champs Elysees przemieniła się w spacer po sklepach. Dla usprawiedliwienia dodam, że do następnego schroniłyśmy przed prawdziwą, wiosenną ulewą. Krok za krokiem doszłyśmy do Petit i Grand Palais. A…… jeszcze po drodze widziałyśmy pannę młodą o wybitnie azjatyckich rysach. Pana młodego nie pamiętam, ale kobietę zapamiętałamJ. Ubrana, jak to kobieta do ślubu w białą suknię, kiedy jednak podniosła ją aby uchronić przed kałużami, naszym oczom ukazały się grube czarne rajstopy i tego samego koloru buty. Wyglądała osobliwieJJJ.
Pere Lachaise
Wracając do pałaców: Gmach Grand Palais został wybudowany wraz z Petit Palais i Mostem Alexandra III w czasie przygotowań do Wystawy Światowej w 1900 r. jako miejsce ekspozycji sztuki francuskiej.
Styl dosyć ciekawy, ma 240-metrową fasadę, zdobioną 20-metrowymi kolumnami jońskimi, jest bogato zdobiony attykami i rzeźbami i przykryty szklanym dachem. Obecnie miejsce różnego rodzaju wystaw i happeningów. Podobno to tam prezydent Sarkozy przyjmuje często swoich gości. Chociaż… myślę, że w Paryżu są na pewno ładniejsze miejsca… Jest już późno, ok. 16 a jeszcze chciałyśmy zobaczyć cmentarz Pere Lachaise. Można powiedzieć, że z Ingą mieszkamy „drzwi w drzwi” tego przybytku. Z naszej ulicy widzimy mur okalający cmentarz. Jest dla Paryżan tym, czym dla nas Powązki. Cmentarz Pere Lachaise to największy i najpiękniejszy teren zielony Paryża (zgadzam się!!!) a zarazem największa stołeczna nekropolia.
Ocienia go ponad 5 tys. drzew – klony, jesiony, tuje i kasztanowce, a także platany, akacje, buki i lipy oraz inne rośliny, których nie rozpoznaję nawet z nazwy. Powstał też tu jedyny w Paryżu „ogród pamięci” – trawnik, otoczony gęstymi krzakami, usytuowany wzdłuż ścieżki Rondeaux w kwaterze 77: tam właśnie, na życzenie rodzin, rozsypywane są prochy osób spalonych w krematorium, które nie są składowane w kolumbarium ani oddawane krewnym w urnach. Nie zdążylyśmy tam tym razem, ale widziałam wcześniej już osoby składające tam pojedyncze kwiaty, najczęściej białe, żółte, długie róże lub goździki.
Położony w peryferyjnej, biednej dzielnicy cmentarz początkowo niechętnie był wybierany na miejsce ostatniego pochówku. Dziś cmentarz jest wielkim muzeum na otwartym powietrzu – przeszło 70 nagrobków zdobią bezcenne dzieła sztuki. W licznych alejkach tracimy poczucie czasu. Nie istnieje. Chciałybyśmy zobaczyć jak najwięcej, Karolina zakupiła nawet plan cmentarza, ale średnio nam ułatwia poruszanie się po ogromnym terenie. Inga zrobiła zdjęcie tablicy z numerami alejek ale … raczej nam to przeszkadza… Orientacji nie ułatwiają oznaczone tabliczkami z nazwami alejki i dobrze na ogół widoczne numery kwater. Jeden, wielki labirynt. Inga postawiała sobie za punkt honoru doprowadzenie nas do grobowca lidera grupy The Doors – Jima Morrisona, zawsze oblężonego przez wielbicieli. To jedyny nagrobek otoczony barierkami, podobno latem pilnują go strażnicy. Prosty granitowy nagrobek z grecką inskrypcją "Kata ton daimona eautou" (Przeciw swoim demonom) uderza skromnością. Inga zadowolona. Udało jej się doprowadzić nasze stadko do celu. Gorzej z pomnikiem Chopina. Tutaj kluczymy dosyć długo, w końcu rozdzielamy się i każda szuka na własną rękę, z tym samym planem ale w zupełnie innym kierunku. Kompletny brak logiki. W końcu jest. To jeden z niewielu grobów, na którym zawsze są świeże, no prawie świeże, kwiaty. Na pomniku – figura kobiety, w zamierzeniu personifikacja Muzyki, mocno krytykowane (m.in. przez Norwida) dzieło Jeana-Baptiste Clésingera, zięcia George Sand. Pomnik rzecz gustu, ale dlaczego na cokole napisano Á Fréd. Chopin? Z oszczędności?
Widzimy również mogiłę Allana Kardeca, „papieża” francuskiego ruchu spirytystycznego, ogłoszonego głównym spadkobiercą celtyckich druidów, przy której do dziś odbywają się tajemnicze nocne ceremonie jego wyznawców. Spotykamy nawet dziwną, ekscentryczną parę, oboje w długich, czarnych, powiewnych szatach, bo jak inaczej nazwać to, w co byli ubraniJ, zmierzającą z powagą w stronę grobu. Brrrrrrr… aż się zimno zrobiło. Powoli się rozkręcamy, snujemy plany czyje groby jeszcze zobaczymy a tu miły pan, najwyraźniej pracownik cmentarza, szerokim, acz władczym gestem zaprasza nas do wyjścia. Okazuje się, że cmentarz porą zimową zamykany jest o 18.30. Spoglądam na zegarek, jest już prawie 19. Ciekawe jak długo musi tam stać i zapraszać zwiedzających do opuszczenia nekropolii. A gdybyśmy się zapuściły w głąb cmentarza? Wątpię, czy dozorcy sprawdzają czy jeszcze ktoś się tam nie zabłąkał. Noc na cmentarzu?
Żelazna Dama nocą
O nie, dziękuję bardzo.
Nadal dzień 4, wieczór
Odpoczywamy godzinkę i planujemy ponownie zobaczyć Żelazną Damę, tym razem w ciemnej, aksamitnej otoczce nocy. Metro jest przepełnione. Widocznie inni turyści wpadli na ten sam pomysł… Wszyscy jednak wysypują się na stacji Bir-Hakeim – wieża Eiffla. Błąd, moi drodzy, wielki błąd. Po pierwsze, jak wyjdziecie z metra, to nie za bardzo będziecie wiedzieć gdzie owa wieża wam zniknęła. Po drugie, jak już przespacerujecie się z 15 minut w odpowiednim kierunku, (pod warunkiem, że ktoś wam ten kierunek wskaże, szanse marne, zważywszy, że o tej porze błąkają się tam sami zagubieni turyści), to znajdziecie się oko w oko z olbrzymią konstrukcją, której nijak nie da się uchwycić w całości na zdjęciach. My wysiadamy na Trocadero, stamtąd jest idealny widok na wieżę, Pola Marsowe i część Paryża. Wieża jest już oświetlona, a o pełnej godzinie zaczyna się iskrzyć tysiącami migoczących światełek.
Taki właśnie Paryż zachowam w pamięciJ
Letni sen