Logo Zaloguj / Zarejestruj
 
Profil
Magazyn
Miejsca
Obiekty
Recenzje
Relacje
Plany podróży
Trasy zwiedzania
Grupy
Galerie
Podróżnicy
Konkursy
Gry
 
  trasa podróży
Zobacztrase
Subskrypcja
Zobacz_profil
subskrypcja
Blog_19
Dodajdoschowka
· Spis treści relacji: 2

Powiązane obiekty:
Powiązane etapy planów podróży:




Tytuł relacji: Paryż zimowy
Napisane przez: kraka
Ocena: 0 (Głosów: 0)
Do_gory   W_dol
05.05.2010
0 km

Paryż dwa pierwsze dni

Medium
Sacre Coeur

PODBÓJ PARYŻA

Dzień 1 – sobota, 20.02 2010

Sobota rano. Ruszamy na podbój Paryża. Głównymi bohaterkami są (w kolejności alfabetycznej) Agata – lat hm…, blondynka, wysoka, szczupła. Oczy piwne. Inga – również blondynka, troszkę niższa i troszkę … hm. Kasia – same superlatywy, wszystko najJ oraz Karolina – prawie blondynka. Cztery osoby, cztery osobowości, cztery odmienne charaktery. A jakże. Ciekawe jak się uda wyprawa. Czy nie będzie raczej przypominała obozu przetrwania? Nie mam pojęcia.

Środek transportu: samolot. Nie powiem, żeby był to mój ulubiony sposób przemieszczania się. Jedna z nas jeszcze nigdy samolotem nie leciała a dla pozostałych dwóch to chleb powszedni

Odlot o dosyć znośnej porze: ani w nocy, ani rano, po prostu w czasie, kiedy porządni obywatele jedzą obiad.

Na lotnisku jesteśmy o wiele za wcześnie, korzystamy jednak z wolnego czasu aby zjeść porządne śniadanie i wypić kawę, której cena przyprawia o zawrót głowy. Nerwy, przynajmniej moje, dają o sobie znać i pochłaniam kanapkę z kaparami, na które w sprzyjających warunkach nawet nie spojrzałabym.

Medium
Żelazna Dama we mgle

Miły głos, jednak prawie całkowicie niesłyszalny woła pasażerów udających się do Paryża do wyjścia A. Ustawiamy się więc grzecznie w ogonku i patrzymy jak stalowy, fioletowy potwór połyka po stopniowo kolejne osoby. Obsługa samolotu, równie fioletowa wita nas przy drzwiach samolotu. Sprawiają wrażenie miłych ale straaaaaaaaasznie znudzonych wykonywaną pracą. Zwyczajowe instrukcje dla pasażerów czytają z doskonałą dykcją świetnie wyszkolonych robotów. Trzeba porządnie się wsłuchać aby w powodzi dźwięków, bez jakiejkolwiek intonacji, rozróżnić poszczególne słowa.

W końcu ruszamy. Katowice żegnają nas śniegiem i deszczem. Wysoko w niebie wita nas słońce. Ciekawe jaka pogoda będzie w Paryżu….

 

2 godziny póżniej…

 

W Paryżu niespodzianka! Niebo błękitne i piękne słoneczko, co prawda wiatr trochę daje się we znaki ale to i tak miła odmiana po zimowych zamieciach w Polsce jeszcze kilkadziesiąt minut temu. Kupujemy bilet za 14 euro w jedną stronę na autobus do centrum Paryża i już za chwilę szalony kierowca wiezie nas ku przeznaczeniu. Podróż trwa godzinę, ale tak naprawdę to pół godziny jedziemy autostradą a następne pół przedzieramy się już przez przedmieścia Paryża, który jest olbrzymim stworem, rozrastającym się z roku na rok. Jeszcze tylko 20 minutowa podróż metrem i jesteśmy na miejscu.

Medium
Widok z Wieży Eiffla

Dzisiaj już nic nie zobaczymy, zbyt jesteśmy zmęczone ale jutro… Paryż jest naszJ

 

Dzień 2 – niedziela

 

Budzimy się średnio wypoczęte, Inga na pewno chciałaby jeszcze pospać, ale szkoda dnia. Staram się więc ją obudzić, skutecznie zresztą i za parę chwil jesteśmy gotowe do wyjścia. Jedziemy na Monmartre, do koleżanek, które za chwilę podejmą nas pysznym śniadankiem. W samą porę, bo w brzuchu zaczyna mi burczeć. Zastanawiam się jak pomieścimy się w „apartamencie” w cztery osoby. Paryżanie mają osobliwe pomysły i każdy, nawet najmniejszy skrawek powierzchni jest wykorzystywany do celów mieszkalnych bądź użytkowych. Dlatego na kilkunastu metrach kwadratowych mieści się i salon i kuchnia a nawet łazienka z toaletą. Byłoby to uciążliwe w zamieszkaniu na stałe, jednak uważam, że studio na parę dni jest urocze. Usytuowane w sercu dzielnicy artystów, u stóp Bazyliki Sacre Coeur, posiada specyficzną atmosferę.

Na pierwszy dzień zwiedzania wybrałyśmy wieżę Eifla. Decydujemy się wysiąść na stacji Trocadero, stamtąd zawsze wychodzą najlepsze zdjęcia. I rzeczywiście: „Żelazna Dama” prezentuje się nam w prawie całej okazałości. Prawie, bo sam jej szczyt ginie we mgle. Pierwszy raz widzę wieżę Eiffla odrobinkę „uciętą” i muszę przyznać, że nawet mi się to podoba. Inga robi nam sesję zdjęciową: Karolina na tle wieży Eiffla, Agata na tle wieży Eiffla, Kasia na tle wieży Eiffla, Karolina i Agata na tle wieży Eiffla, Kasia i Agata na tle wieży Eiffla, Kasia, Agata i Karolina na tle wieży EifflaJ. Mam nadzieję, że nie pomyliłam się w kombinacjach, chociaż mam wrażenie, że było ich o wiele więcej. Cóż, rachunek prawodopodobieństwa nigdy nie był moją mocną stroną. Schodzimy ogrodami Trocadero w kierunku wieży, nagabywane co pół kroku przez kolorowych sprzedawców pamiątek, którzy już nawet nie wysilają się do zachęcania swoich towarów tylko grzecznie, acz nieco namolnie powtarzają cenę 1 euroJ podtykając nam pod nos wątpliwej urody miniaturowe repliki symbolu Paryża. Wyobraźnia owych sprzedawców nie zna granic. Widziałyśmy budowle zielone, czerwone a nawet różowe, świecące na przemian lub jednolitym światłem. Kicz nad kiczem, ale… bardzo chętnie kupowany przez turystów. Stoją potem takie wieże na biurku w Berlinie, Kopenhadze czy Katowicach i roztaczają wokół siebie delikatną atmosferę Paryża. Takiej pamiątki nie posiadam, może …. Jeszcze się skuszę.

Medium
Zagubiona we mgle:)

Przedzieramy się z niejakim trudem przez handlarzy i dochodzimy do stóp metalowej konstrukcji. Zgodziłyśmy się, że wejdziemy na drugie piętro na piechotę. I zdrowiej i taniej, a że po kilkudziesięciu stopniach brakuje już nam trochę tchu to już inna historia. Trzeba będzie popracować nad kondycją. Nie jest ona najlepsza, mimo, że sprzyja nam  pora rokuJ: wysokość wieży może się zmienić o około 18 cm, w zależności od temperatury. Teraz powinna być niższa niż latem. Jednak tego nie odczuwamyJ

Dama Paryża została zbudowana na Wystawę Światową w 1889 i zaraz po niej miała zostać rozebrana. Gustaw Eiffel nie chciał do tego dopuścić. Postanowił przeznaczyć ją do celów naukowych. Założył na wieży laboratorium aerodynamiczne i meteorologiczne. Jednak dopiero udane eksperymenty z umieszczonym na szczycie wieży telegrafem ocaliły wieżę i odstąpiono od jej demontażu. Całe szczęście. Nie wyobrażam sobie już Paryża bez niej. Chociaż… Gdyby tak się zastanowić, to tylko kupa żelastwa. Wielka kupa, to prawda: w jej skład wchodzi prawie 18038 metalowych części i ok. 2.5 miliona metalowych nitów!!

Schody, schody, schody… Dziesiątki i setki schodów. Licząc od samej ziemi jest 347 stopni do pierwszej platformy, 674 stopnie do drugiej i 1710 stopni do małej platformy na szczycie wieży. Naszym celem jest druga platforma, więc blisko 700 stopni w górę. Pniemy się więc mozolnie z zazdrością myśląc o szczęśliwcach, którzy nie byli tak skąpi jak my i śmigają teraz windą szybko i w ciepełku… Ale za to jaka satysfakcja!!!! Docieramy na pierwsze piętro, obchodzimy wieżę dookoła, spoglądamy na rozcierający się pod naszymi stopami Paryż i …. wchodzimy dalejJ. Teraz wędrówka wydaje się przyjemniejsza. Za kilkanaście minut jesteśmy już na drugiej platformie i podziwiamy dokładnie taki sam pejzaż miasta, tylko odrobinę mniejszy. Jest zimno. Robimy zdjęcia i schodzimy w dół. Powinno być lżej, ale nie jest. Nogi nam się trochę trzęsą. Pewnie z wysiłku.

Medium
Fontanny na Trocadero

Jeszcze tylko rzut oka na rozciągające się po naszej lewej stronie Pola Marsowe i kierujemy się w stronę Sekwany. Pójdziemy wzdłuż rzeki aż do Placu Zgody. Po drodze zaglądamy pod słynną Flamme – miejsce gdzie zginęła księżna Diana. Dzisiaj jakoś tu pusto: normalnie złoty płomień jest oblegany przez rzesze turystów, głównie Anglików. Wiatr popycha nas dalej. Naszym celem jest Pałac Inwalidów. Dochodzimy do Mostu Aleksandra, może jest on trochę kiczowaty ze złoconymi lwami, ale bardzo podobają mi się lampy i płaskorzeźby pokrywające filary mostu. Po przeciwnej stronie Mostu Aleksandra widzimy już błyszczącą, złotą kopułę Pałacu Inwalidów. Ludwik XIV polecił wybudowanie w pobliżu Sekwany tego wielkiego pałacu, w którym mogliby znaleźć przytułek francuscy weterani wojenni, często kalecy. Świątynia jest miejscem wiecznego spoczynku Napoleona I. Hôtel des Invalides nadal pełni funkcję rezydencji, szpitala i schroniska dla weteranów wojennych (na stałe przebywa tu ok. 200 kombatantów –jednak żadnego nie zauważyłyśmy. Mieści się tu również założone w 1906 r Muzeum Armii. Część zbiorów możemy zobaczyć w holu muzeum. Najbardziej jednak pamiętam …. rozkoszne ciepło wnętrza. Wychodząc z Pałacu Inwalidów mignęły nam wieżyczki St Klotyldy. Podobno jednego z najpiękniejszych gotyckich kościołów w Paryżu. Miałyśmy szczery zamiar zobaczenia go, ale wieże po drodze gdzieś nam się zgubiły. I z ręką na sercu przyznam, że nie mam pojęcia gdzie ten kościół się podział. Karolina co prawda wykazała większe zainteresowanie niż my, i przez parę minut posłusznie dreptałyśmy za nią, ale potem i ona dała za wygraną. Skierowałyśmy się do Placu Zgody. Przynajmniej byłam pewna, że on nie zniknie nam tajemniczo z pola widzenia. Plac jest olbrzymi: z jednej strony zaczynają się Pola Elizejskie a z drugiej ogrody Tuileries. To ulubione miejsce Paryżan, szczególnie latem i wiosną można tam spotkać blade, spragnione ciepła ciała wygrzewające się na skwerkach, ławkach i krzesłach okalających okrągłe oczka wodne. Zanim jednak i my zanurzymy się w mało jeszcze zielone płuca Paryża, wędrujemy w kierunku Madeleine, kościoła zbudowanego na wzór greckiej świątyni. Robi wrażenie, ale muszę przyznać, że nie należy do moich ulubionych miejsc.

Medium
Fragment

Przed kościołem grupka półnagiej młodzieży odgrywa jakieś scenki. Nie mam pojęcia czego dotyczą, strasznie jednak wrzeszczą. Rzecz nie do pomyślenia w Polsce przed kościołem. Zaraz zostali przepędzeni przez świątobliwego proboszcza lub nie mniej świątobliwe osóbki modlące się w kościołach. Zatrzymujemy się w małej knajpce na filiżankę gorącej czekolady. Smak nie powala z nóg, cena owszem. Pijemy jednak powoli wyciągając przed siebie obolałe stopy. Inga mówi, że jej nic nie boli, Karolina również się nie skarży, za to Agata powoli zaczyna kuśtykaćJ. Wszystkim jednak na twarz wypływają piękne, czerwonokrwiste rumieńce. Wyglądamy jak czerstwe, zdrowe baby. Hmm…

Wychodzimy jednak z knajpki zanim do reszty się rozpuścimy i idziemy do ogrodów Tuileries. Najpiękniejsze są wiosną i latem, kiedy drzewa są zielone i kwitną kwiaty, ale i teraz wyglądają ciekawie, kiedy turystów nie ma zbyt dużo. Idziemy krok za krokiem i docieramy do Luwru, ale muzeum zostawiamy sobie na inny dzień. Dzisiaj już jesteśmy okrrrrrrrrrrrrrrrrrrrropnie zmęczone. W malutkiej, wąskiej uliczce znajdujemy przytulną knajpkę. Z menu wystawionego na zewnątrz wnioskujemy, że jest to włoska knajpka, jednak obsługa (miniaturowy człowieczek o wybitnie azjatyckich rysach twarzy) nasuwa nam na myśl, że prawdopodobnie włoskie, to są tam jedynie nazwy potraw. Wnętrze jest miniaturowe, do czego zdążyłyśmy się już przyzwyczaić. Na kilkunastu, z ręką na sercu!!!!, metrach kwadratowych, zgromadzono kilkanaście stolików, jeden obok drugiego. Malutki kelner wyrasta przed nami i zaprasza do stolika. Zastanawiamy się jak mamy się dostać na drugą stronę, skoro stoliki są ustawione w jeden obok drugiego w jednym rzędzie. Dla kelnera nie jest to jednak problem. Odsuwa stolik, zaprasza dziewczyny szerokim, w miarę możliwości gestem (zważając na szczupłość miejsca nie jest to gest zbyt szeroki), Agata i Karolina wtłaczają się na drugą stronę, następnie stolik z powrotem wędruje na swoje miejsce, skutecznie unieruchomiając dziewczyny między ścianą a stolikiem. Niech żyje pomysłowość!!!

Medium
Oczko wodne z Wieży

Smak potraw jednak wszystko rekompensuje. Nie wiem jak pizze dziewczyn, ale moje spaghetti a la carbonara jest po prostu boskie.

W drodze powrotnej nieplanowany rzut oka na Tour Montparnasse, 210 metrową wieżę i … wracamy do domu.

Nogi dają się nam porządnie we znaki, chodziłysmy cały dzień. A jutro zapowiada się podobnieJ

 


dodajdo


Galeria zdjęć
Thumb Thumb Thumb Thumb
Thumb
Ostatnio dodane komentarze
Kopiowanie i rozpowszechnianie materiałów zawartych na tej stronie bez zgody autora jest zabronione.
© Tubylismy.pl, www.tubylismy.pl - All right reserved. Wykonanie portalu: GaldoMedia.

Tubyliśmy.pl on Facebook