Karpacz/Polska - 25.01.2010
...do tej pory znałam "śnieżkę" ale z innej strony, jako królewnę. Byłam bardzo ciekawa, czy czasem nie mieszka tam owa królewna, znana mi z bajki.
Poprosiłam tatusia, aby mnie tam zabrał. Chciałam bardzo ją zobaczyć, no i krasnoludków oczywiście. Tata tylko się uśmiechnął i obiecał mi wyprawę.
Wczesnym rankiem, kiedy chmury zaczynały swój taniec na niebie, wyruszyliśmy na spotkanie z moją królewną.
W pierwszym etapie naszej wędrówki wjeżdżaliśmy kolejką linową. Jadąc, widziałam połamane i powyrywane drzewa. Tata wyjaśniał mi,
jak wielką siłą dysponuje natura, która zachwyca ale i przeraża.
Po wjechaniu na górę, dalej szliśmy pieszo, a ja cały czas zasypywałam mojego tatę pytaniami o "śnieżkę".
Podążając na wielką górę, napotykałam na dziwne drzewa. To pewnie zła macocha rzucała na nie swój urok.
Droga była długa, a góra wysoka. Na szczęście robiliśmy odpoczynki, a ja szukałam różnych ciekawych kamyczków.
Niestety pogoda zaczęła się psuć i trochę się przeraziłam tej góry, która w ciemnych chmurach wyglądała złowrogo.
Ale były też ładne widoki z mnóstwem drzew i malutkimi domeczkami.
Powiem szczerze, że miałam w pewnym momencie dość i nie chciałam iść już dalej. Na szczęście tata powiedział mi że to już blisko.
Wreszcie udało nam się dojść na szczyt. Tata opowiedział mi całą prawdę o szczycie, a ja poznałam zagadkę mojej "śnieżki".
Nie byłam zawiedziona, bo zamiast poznania królewny śnieżki, poznałam ducha gór - liczyrzepę.
Ze szczytu śnieżki podziwiałam jak świat jest wielki i piękny.
I tu kończy się moja opowieść o królewnie "śnieżce" a właściwie pięknej i bajkowej górze wraz z liczyrzepą, duchem gór.