Zaragoza - Plaza del Pilar
Z Barcelony wyjechaliśmy 23 sierpnia. Pociąg do Saragossy jechał niecałe 3 godziny, ale po drodze krajobrazy zmieniały się jak w kalejdoskopie. Wschodzące słońce i plaże, potem wzgórza, równiny, skalne wychodnie, w oddali małe zameczki i kościółki. Po prostu Hiszpania w przekroju.
W Saragossie (hiszp. Zaragoza) odbyło się bez większych niespodzianek z noclegiem, który znaleźliśmy w uroczym schronisku młodzieżowym Baltasar Gracian (niecałe 10 euro za osobę). Potem rozpoczęliśmy zwiedzanie „miasta placów i kościołów”, jak sama je później nazwałam. Ogrom słynnej Bazyliki Nuestra Señora del Pilar sprawił, że nie mniej słynna, Katedra La Seo była prawie niezauważalna, jednak równie piękna, podobnie jak cała reszta obiektów sakralnych w tym mieście, a trzeba zaznaczyć że jest ich nie mało.
Kiedyś przeczytałam gdzieś, że gołębie z Saragossy należą do najgrubszych na świecie, ponieważ ludzie tak często je karmią. I słowa te znalazły potwierdzenie. A gołębie chyba wiedzą gdzie im najlepiej, bo na placu przed Bazyliką było ich mnóstwo. W Saragossie, poza kościołami i ptakami, zaczarowała mnie Aljafería - dawny ufortyfikowany pałac, którym obecnie stanowi siedzibę aragońskiego parlamentu. Najpiękniejsze były w nim kontrasty – z zewnątrz grube mury, a na dziedzińcu drzewka pomarańczowe, misterne konstrukcje i oczywiście... gołębie!
Hiszpania w przekroju
Miasto jako całość zrobiło na mnie bardzo pozytywne wrażenie i mam nadzieje że jeszcze kiedyś będzie mi dane tam wrócić.