Barcelona. La Rambla
Przez następne trzy dni nadrabialiśmy straconą dobę. Najpierw porządnym snem i jedzeniem, a potem bardzo intensywnym zwiedzaniem. I co dziwne, mimo iż umknął nam jeden dzień, zdążyliśmy zwiedzić mniej więcej wszystko to, co wcześniej zaplanowałam. Przepiękny Park Güell, który już wtedy tak mnie zachwycił, że do tej pory jedno z moich ulubionych miejsc w stolicy Katalonii... Bajeczne domy Gaudiego – Casa Mila i Casa Batlló, Camp Nou, który, mimo iż nie jestem fanką piłki nożnej, zrobił na mnie olbrzymie wrażenie, obiekty olimpijskie, cudowne grające fontanny na Montjüic, Poble Español, Plaza de Toros, gdzie zostaliśmy bardzo miło przyjęci przez pracującego tam staruszka, rewelacyjne Muzeum Morskie, Ramblę (już tą właściwą), plaże skąpane w słońcu, słynny kościół Sagrada Familia, Katedrę wraz z całym Starym Miastem Pomnik Kolumba, z którego roztaczał się cudowny widok na centrum tętniącej życiem Barcelony.
Po tych kilku dniach spędzonych w stolicy Katalonii, wiem, że aby naprawdę ją poznać, trzeba tam po prostu zamieszkać. Nie na dwa, trzy dni, nie na tydzień, nie na miesiąc... Hiszpański pisarz Carlos Ruiz Zafon pisał, że Barcelona jest jak kobieta. I ja się z tym zgadzam. Kobieta, którą trzeba poznawać bardzo powoli. Kobieta, która kilka razy na dobę zmienia swoje oblicze. Kobieta, z którą bardzo chciałabym się zaprzyjaźnić i którą żal mi było żegnać...