Logo Zaloguj / Zarejestruj
 
Profil
Magazyn
Miejsca
Obiekty
Recenzje
Relacje
Plany podróży
Trasy zwiedzania
Grupy
Galerie
Podróżnicy
Konkursy
Gry
 
  trasa podróży
Zobacztrase
Subskrypcja
Zobacz_profil
subskrypcja
Blog_19
Dodajdoschowka
· Spis treści relacji: 1

Powiązane obiekty:
Powiązane etapy planów podróży:




Tytuł relacji: Barcelona inaczej
Napisane przez: karwasia
Ocena: 0 (Głosów: 0)
Do_gory   W_dol
20.01.2010
0 km

Niecodzienna Barcelona na co dzień...

Medium
Barcelona/Hiszpania - 20.01.2010

Wylądowałam. Lotnisko jak lotnisko. Chwila dezorientacji. Ruchome schody, tunel, jaki tu bilet kupić, po chwili konsternacji wybór i pociąg. Najpierw wtachanie ciężkiej walizki i odjeżdżamy. Kilka stacji, przesiadka, metro, przesiadka. Kilkanaście schodów z 25 kg walizka przy boku oraz uśmiechający się miejscowi, no tak na kilka kilometrów widać, że jestem tu nowa, no i te moje włosy, przynajmniej to mi ułatwia problem z ta ogromna walizką. Blondynkom chyba tu łatwiej… mój wyczekujący wzrok przywołuje to porządku męską płeć, która ochoczo się zabiera za wnoszenie, przenoszenie i wynoszenie mojej pokaźnej walizki.

           W końcu koniec podróży, stacja Liceu. W kocu na powietrze, wyjeżdżam na środku ulicy - Las Ramblas. Porażające słońce każe mi przymrużyć oczy i powoli przyzwyczaić je do jasności. Ostatnie krople deszczu spadają z pięknych platanów na ramiona. Naokoło kwiaty na straganach i śpiew ptaków. W powietrzu unoszą się radosne dźwięki i różne zapachy, już samo powietrze pachnie inaczej. Tak jakoś radośnie, a zarazem leniwie, i świeżo. Straciłam orientacje i pozwoliłam nieść się mojemu instynktowi. Gdzieś tu powinien być mój hostel, nie potrafię jednak skupić się na szukaniu jakichś nudnych szyldów. Staram się ogarnąć wszystko zachłannym wzrokiem, te wszystkie kramy z drobiazgami, kwiaciarki i sklepiki zoologiczne z przeróżnymi ptakami, mimowie w najdziwaczniejszych strojach i pozycjach, jakie dotąd widziałam. Tyle ludzi i już przynajmniej pięć języków, które zdołałam wyłapać z całego tego miłego jazgotu ulicznego. Walizka przestaje ważyć 25 kg i pozwalam się unieść dotąd mi nieznanym emocjom. Idę oszołomiona tymi wszystkimi bodźcami by w końcu trafić na przystań. To ta morska bryza nadawała powietrzu ten specyficzny zapach i świeżość.

Medium
Barcelona/Hiszpania - 20.01.2010

Zadumana nie spostrzegam nawet jak mijają minuty, godziny od momentu mojego przybycia.. Z zadumy wyrywają mnie uliczni muzykanci.. Czas szukać mojego noclegu..

   Z wielkim wysiłkiem, gdyż coraz rozpraszałam się nowymi, napotkanymi po drodze rzeczami… dotarłam do małego hoteliku.. na Placa Reial, który to zdążyłam już minąć z dwa razy - to na drugim piętrze - informują mnie siedzący przy stoliku w restauracji..

Drugie piętro, no cóż, 25 kg przypomniało nagle o sile grawitacji. Po trzech stopniach skapitulowałam, długo nie musiałam czekać… wnet znalazł się „chętny” do wniesienia walizki. Drugie piętro okazało się jakby czwartym, biorąc pod uwagę ilość schodów i wysokość budynku. Ochotnik trochę zbladł dobijając do celu. Kilka informacji wymienionych z właścicielem i byłam w moim pokoiku. No cóż trochę odbiegał on od moich wyobrażeń, ale stwierdziłam ze nie to najważniejsze… najważniejszy był teraz mój żołądek, który dopominał się, aby właściciel go zauważył. Po chwili tułaczki po krętych Barri Gotic odnalazłam jeden z niewidocznych z ulicy tapas barów…by pogrążyć się w kulinarnych rozmyślaniach…

Na następny dzień kafejka internetowa, kilka telefonów, kilka terminów i kolejna noc już spokojnie w nowym, własnym pokoju w mieszkaniu z dwoma latynoskami.

Od tego momentu można powiedzieć zaczęła się moja przygoda z Barceloną. Poranne podróżowanie z tłumem spieszącym do pracy…w pośpiechu pite poranne expresso w przyulicznym barze...wieczorna „caña” z nowo poznanymi ludźmi i trwające do zamknięcia rozmowy o życiu i o niczym w jednym z barów Graci…Promienie słońca rozświetlające kamienice i wąskie uliczki Barri Gotic i Raval rozkrzyczany wszystkimi językami świata.

Sobotnie odwiedziny na targu po owoce i warzywa i uśmiechnięty sprzedawca, który macha ręką już od momentu, gdy wejdę do hali targowej i który bez pytania pakuje mi moje ulubione owoce do torby… Każdy cię tu wita, i w supermercado naprzeciwko twojej kamienicy i w okolicznej carniceria… i sprzedawca gazet przy wejściu do metra… wielkie miasto, a mimo to brak anonimowości…Cudowne ciepło głaszcze cię zawsze po głowie… a starcy grają nieugięcie w te swoje kulki na Paseo de Sant Joan, dzieci karmią gołębie, a woda przyjemnie szeleści w fontannach i źródełkach służących w upalne dni…

I nawet jak to wszystko ci się już znudzi to wsiadasz na motorynkę, która cię niesie, pozostawiasz auta w oddali, wiatr smaga cię po twarzy i w 15 min jesteś nad morzem, ciepło, słońce, woda i specjały w nadmorskim barze, gdzie sami tutejsi, bo dla turystów za daleko, za mało elegancko…jakoś niebanalnie…piasek skrzypi pod stopami…mrok zapada nad pieknymi platynowcami w Parc de la Ciutadella…a w dzielnicy Gracia długo jeszcze nie cichnie muzyka, długo nie cichną rozmowy na tarasach i balkonach…i ta gitara snująca jakąś niekończącą się pieśń…okna rozpostarte na oścież… powietrze się wychładza i przynosi orzeźwienie spoconym kamienicom i ich mieszkańcom..

Nie tyle zabytki i atrakcje turystyczne wymienione w przewodniku są przeżyciem, ale rozmowa przy lampce wina przy dzielonym na pół tapas do białego rana z kelnerką, która opowiada tajemnice tego baru i Barcelony, która jakoś zadziwiająco szybko staję się twoją przystanią…i pozwala ci odkryć kilka tajemnic…o których trudno opowiadać…bo jakoś magicznie brzmią…..


dodajdo


Galeria zdjęć
brak zdjęć do tej relacji
Ostatnio dodane komentarze
Kopiowanie i rozpowszechnianie materiałów zawartych na tej stronie bez zgody autora jest zabronione.
© Tubylismy.pl, www.tubylismy.pl - All right reserved. Wykonanie portalu: GaldoMedia.

Tubyliśmy.pl on Facebook