Wylądowałam. Lotnisko jak lotnisko. Chwila dezorientacji. Ruchome schody, tunel, jaki tu bilet kupić, po chwili konsternacji wybór i pociąg. Najpierw wtachanie ciężkiej walizki i odjeżdżamy. Kilka stacji, przesiadka, metro, przesiadka. Kilkanaście schodów z 25 kg walizka przy boku oraz uśmiechający się miejscowi, no tak na kilka kilometrów widać, że jestem tu nowa, no i te moje włosy, przynajmniej to mi ułatwia problem z ta ogromna walizką. Blondynkom chyba tu łatwiej…...