Logo Zaloguj / Zarejestruj
 
Profil
Magazyn
Miejsca
Obiekty
Recenzje
Relacje
Plany podróży
Trasy zwiedzania
Grupy
Galerie
Podróżnicy
Konkursy
Gry
 
  trasa podróży
Zobacztrase
Subskrypcja
Zobacz_profil
subskrypcja
Blog_19
Dodajdoschowka
· Spis treści relacji: 1

Powiązane obiekty:
Powiązane etapy planów podróży:




Tytuł relacji: Sydney - Perelka Oceanii
Napisane przez: mkarkoszka
Ocena: 0 (Głosów: 0)
Do_gory   W_dol
19.01.2010
0 km

Sydney - Perełka Oceanii

Medium
Sydney/Australia - 19.01.2010

W kazdym, dowolnym kraju na swiecie, mieszkancow okreslonych miast lub regionow dziela pewne animozje. Warszawa konkuruje z Krakowem, zachodnie wybrzeze USA ze wschodnim, Rio de Janeiro z Sao Paulo itd. Australie rozpala konkurencja pomiedzy dwoma najpopularniejszymi miastami na kontynencie – Sydney i Melbourne. Ktore z nich jest lepsze, ladniejsze, ciekawsze, majace wiecej do zaoferowania. Ich mieszkancy nigdy nie dojda ze soba do porozumienia. Czy lepsze jest, parokrotnie wybrany na najlepsze miejsce do zycia na Ziemi, Melbourne, ze sportowymi imprezami jak Australian Open i wyscigi Formuly 1? Czy moze Sydney, z surfingiem, regatami Sydney-Hobart, plazami, opera itd. Gdyby przygodny przybysz, nieodgadnionym zbiegiem okolicznosci znalazl sie w srodku takiej dyskusji, niestosownie byloby sie opowiedziec po ktorejs ze stron. Salomonowym wyjsciem jest wiec z niewinna mina powiedziec: czy aby Canberra to naprawde takie straszne miejsce?

Sydney to jednak australijska instytucja sama w sobie. Przez niektorych mylnie nawet kojarzone jako stolica tego kraju. Kazdego roku przyciaga miliony turystow spragnionych widoku futurystycznych ksztaltow gmachu opery, dreszczyku emocji zwiazanego ze spacerem po przeslach Harbour Bridge, czy milosnikow surfingu, chcacych sprawdzic swoje sily na falach obmywajacych piaski plaz Bondi i Manly.

Medium
Sydney/Australia - 19.01.2010

Dla szarego Europejczyka, Australia to miejsce, gdzie jest najwiecej jadowitych stworzen na swiecie, a wchodzac do morza trzeba sie rozgladac za rekinem. Te skojarzenia sa oczywiscie w duzej mierze przesadzone, chociaz od czasu do czasu miejscowa telewizja zajaknie sie o ataku rekina, a i nie bez powodu Steve „The Crocodile Hunter” Irvin, wiekszosc swoich mrożących krew w żyłach programów nakrecil wlasnie w Australii. Sydney jako nowoczesne i duze miasto ma do zaoferowania mniej „naturalnych” niebezpieczenstw niz dzikie tereny Australii, ale nawet tu, w miejscowych ksiegarniach mozna zapoznac sie z wydawnictwami na temat pajakow, wezy i innych stworzen typowych dla terenow tej metropolii. Co wiec ciagnie tylu ludzi, w ta ryzykowna okolice? Czy jest to moze glod adrenaliny i mocnych wrazen? Chec zgniecenia kapciem skorpiona, wlochatego pajaka za zlewem, czy moze wytrzepania weza z kalosza? Aby odpowiedziec sobie na to pytanie, trzeba sie z tym miastem zaprzyjaznic, najpierw powoli, zaczynajac od glownych atrakcji, aby w miare uplywu czasu odnajdywac swoje wlasne urocze, niepowtarzalne miejsca i ludzi. Bo Sydney dla kazdego odwiedzajacego je turysty bedzie oznaczalo cos innego.

Medium
Sydney/Australia - 19.01.2010

Liczace ponad 4 miliony mieszkancow Sydney, jest bardzo przyjazne dla zwiedzajacych. Zaczynajac w centrum, mozna wiele glownych atrakcji zwiedzic na piechote. Ten sposob wydaje sie też najodpowiedniejszym, jako ze dzieki temu mozna naprawde wsluchac sie w puls miasta, przez pomylke zajsc do magicznego, nieopisanego w zadnym przewodniku miejsca, czy natknac sie na jakas ciekawa osobe. Sydney jest w ogóle stworzone dla spacerowiczow. Wzdluz portu i wybrzezy ciagna sie kilometry tras spacerowych zaprojektowanych w ten sposob, że oczom zwiedzajacych nie umknie zaden szczegol, nic godnego zauwazenia. Co wiecej widoki zapieraja dech w piersiach i prosza sie o uwiecznienie na fotografiach. A gdy zaliczymy juz dany obszar, zawsze mozemy skorzystac z wydajnej komunikacji miejskiej, i przy pomocy kolejki, tramwaju, autobusu, czy po prostu promem udac sie na podboj kolejnych dzielnic.

Jedna z ciekawszych tras jest ta biegnaca z dzielnicy o wdziecznej nazwie Woolloomooloo wzdluz brzegow portu, przez tereny Ogrodu Botanicznego, az do ekspresjonistycznego budynku opery. Woolloomooloo to okolica pelna malych hotelikow, restauracyjek, pubow i niespieszacych sie nigdzie ludzi. W zatoce podziwiac mozemy zakotwiczone statki australijskiej marynarki. Chetnych do poplywania sobie z takim widokiem, zaprasza nowoczesny, odkryty i polozony tuz nad brzegiem portu basen, skad mozna podziwiac wojskowe okrety i jachty co bogatszych sydnejczykow. Kierujac sie dalej, jestesmy mijani przez tlumy biegajacych mieszkancow, dla ktorych jogging to czesc codziennej rutyny. Bardzo czesto znajduja oni czas, zeby zagadnac turystow, czy tez napotkanych znajomych, zapytac sie o ostatnie wyniki krykieta, czy podyskutowac na temat kolejnych regat lub zawodow surfingowych. Zycie toczy sie tu wedlug scisle ustalonego harmonogramu. W ogole sydnejczycy sa ludzmi niezwykle ciekawymi swiata, przy tym przyjacielskimi, otwartymi i zawsze z usmiechem na twarzy. Slyszac obcy jezyk, zagaduja pytajac sie o wrazenia z pobytu, plany podrozy, nie zapominajac oczywiscie o rutynowym pytaniu o kraj pochodzenia. Dotyczy to takze tzw. bialych kolnierzykow, biznesmenow, normalnie, wydawaloby sie jak w kazdym wiekszym miejscie, w pospiechu goniacych z biura do biura z umyslami zaprzatnietymi interesami. Jak w kazdym, ale nie w Sydney. Ci z Sydney takze nie sa w stanie powstrzymac sie od zagadniecia, pozdrowienia, czy najzwyklejszego w swiecie usmiechu. Sydney to miasto usmiechnietych ludzi. I trudno się dziwic, bo mieszkajac w tak pieknym miescie, ciezko sie nie usmiechac.

Medium
Sydney/Australia - 19.01.2010

Za Woolloomooloo, w strone centrum miasta rozciagaja sie przepiekne tereny Ogrodu Botanicznego. Wchodzac do niego od strony zachodniej, mozna podziwiac jeden z najpiekniejszych widokow swiata. Wychodzac zza zakretu oczom zwiedzajacego na pierwszym tle ukazuja sie biale „zagle” budynku opery z srebroszarymi lukami olbrzymiego Harbour Bridge w tle, co w polaczeniu z blekitnymi wodami portu, masztami dziesiatek zaglowek i szklistymi wiezowcami finansowego centrum miasta sprawia, ze kazdy przechodzien, chocby ogladal ten widok juz tysiace razy, spojrzy w tym kierunku. Ktos kto oglada to pierwszy raz, przystanie, westchnie i zacznie rozmyslac nad mozliwosciami przeprowadzki do Sydney.

Krolewski Ogrod Botaniczny (Royal Botanic Garden), ktorego historia siega XIX wieku, to miejsce wyjatkowe. W wiekszosci przybytkow tego typu na swiecie, mozna spotkac sie z tabliczkami zakazujacymi deptania trawy i blizszych kontaktow z roslinnoscia. Tutaj, uwage zwracaja, rozmieszczone na bramie wejsciowej i pozniej w wielu miejscach na terenie parku, tablice namawiajace do piknikowania na trawie, czy wrecz „przytulania sie do drzew” – „Tree huggers are welcome here” – i innego typu rekreacyjnej dzialalnosci. Ogrod Botaniczny jest miejscem dla ludzi, ktorzy chca odpoczac od zgielku miasta, a jednoczesnie go nie opuszczac i miec na nie widok przez caly czas. O uroku, unikalnej atmosferze swiadczy takze fakt, ze podczas weekendow nie sposob nie natknac sie na zakochane pary, ktore zdecydowaly sie na ceremonie slubne wlasnie w tym miejscu. Miasto Sydney udostepnia okreslone czesci Royal Botanical Garden wlasnie na ten cel, a zakochane pary, w rytm marsza Mendehlsona skwapliwie z tej mozliwosci korzystaja. Bo ktoz by nie chcial wypowiedziec sakramentalnego „tak” wsrod soczystej zieleni traw, przy szumie palm i z widokiem na port i opere. A fakt, ze nie przeszkadza to, iz obce osoby i odwiedzajacy miasto turysci, staja sie mimowolnymi swiadkami, czyjejs najszczesliwszej chwili w zyciu, swiadczy o olbrzymiej otwartosci mieszkancow Sydney.

Medium
Sydney/Australia - 19.01.2010

Ta zielona enklawa miasta jest tez domem dla wielu niesamowitych gatunkow zwierzat. Na przybyszach z innych rejonow swiata spore wrazenie moga zrobic dziesiatki rezydujacych w parku ogromnych bialych papug kakadu, ktore glosnym skrzekiem oglaszaja swoja obecnosc. Najwieksze wrazenie robia jednak tysiace nietoperzy (Grey-headed Flying Fox). W ciagu dnia wisza na wiekszosci parkowych drzew, jak gigantyczne kokony, a o zmierzchu podrywaja sie i cale stada przelatuja nad miastem tworzac niesamowity widok jakby zywcem wyjety z klasycznego filmu grozy. Co ciekawe w Sydney, oprocz wspomnianych juz wszedobylskich papug, mew i paru golebii ciezko jest zauwazyc inne gatunki ptactwa.


Opuszczajac tereny ogrodu botanicznego, zgodnie z biegiem tras spacerowych staniemy przed budynkiem znanym z wiekszosci pocztowek – przed gmachem opery w Sydney. Budowana przez 16 lat i otwarta w 1973 roku jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych budynkow nowoczesnego swiata. Otwarta dla zwiedzajacych, najwieksze wrazenie robi jednak z zewnatrz, a jej futyrystyczne ksztalty przypominajace zagle sa niepowtarzalne. Miejsce to jest wiecznie oblegane przez turystow, ale takze miejscowych spieszacych na wieczorna kolacje w jednej z okolicznych restauracji, gdzie przy lampce dobrego, australijskiego oczywiscie wina moga czuc dume z faktu zycia w jedynym takim miescie na swiecie.

Medium
Sydney/Australia - 19.01.2010

Na lewo od opery goruje nad wodami zatoki most Harbour Bridge. Budowany przez 11 lat i otwarty w 1932 roku przez dziesieciolecia byl najwyzsza budowla w miescie. To wlasnie z jego przesel wystrzeliwuje spektakl fajerwerkow, gdy Australia wita nowy rok – obraz pokazywany przez wszystkie telewizje swiata. Wielu ludzi mowi, ze wraz z powstaniem gmachu opery, Harbour Bridge utracil status glownego symbolu miasta, ale wydaje sie, ze wizytowka Sydney pelna jest dopiero wtedy, gdy obie budowle zostana w niej umiejszczone. Most ten jest atrakcja sama w sobie. Na szczycie jednego z filarow znajduje sie platforma widokowa, a smialkow spragnionych wiekszych wrazen na pewno zainteresuje mozliwosc spaceru po najwyzszych przeslach mostu, oczywiscie z zabezpieczeniami, asekuracja i za odpowiednia oplata. Przyjemnosc ta zostala zalegalizowana dopiero w 2001 roku, ale widoki i adrenalina zapieraja dech w piersiach.


Jedna z najciekawszych architektonicznie, stylowo i klimatycznie dzielnic jest okraszona haslem „Historie za kazdym rogiem” – „The Rocks”, polozona przy glownym porcie miasta, tuz obok Harbour Bridge. Niska zabudowa, niezliczone sklepiki i knajpki oraz Muzeum Sztuki Wspolczesnej, sprawiaja, ze miejsce to powinno znalezc sie w planie kazdej wizyty w miescie. Weekendowy pchli targ, na ktorym mozna kupic wszystko od sztuki aborygenskiej i instrumentow dijeridoo, przez buty i pasek z krokodylej skory, po autografy Ala Pacino i Roberta De Niro przyciaga tlumy ludzi, miejscowych, przyjezdnych, bogatych i biednych. Osobnik znudzony wydawaniem australijskich dolarow, znajdzie ukojenie nad kuflem Fostersa w najstarszym pubie Australii, lub w jednej z dziesiatkow mniejszych i wiekszych knajpek i kawiarni. The Rocks to miejsce z historia. Jest najstarsza dzielnica Sydney, miejscem, w ktorym cala dzisiejsza Australia sie zaczela. Tutaj bowiem w 1788 roku rozpoczelo sie europejskie osadnictwo i przybijaly statki z brytyjskimi skazancami, wygnanymi z rodzimej ziemi.

Medium
Sydney/Australia - 19.01.2010


Pomiedzy opera, Harbour Bridge i dzielnica the Rocks znajduje sie Circular Quay, glowny port komunikacji promowej, ale takze miejsce, gdzie w weekendy prezentuja swoje umiejetnosci uliczni artysci wszelkiej masci, od grajacych na didgeridoo Aborygenow i przybyszow z tzw. „outback”, po Bendi Emme, potrafiaca zmiescic swoje wygimnastykowane cialo w szklanym pudelku.


Sydney to miasto nadmorskie, jedno z glownych miast wyspiarskiego kraju – kontynentu. Czego wiec nie powinno tu zabraknac? Oczywiscie plaz. A plaze sa tu doskonale zachowane, czyste i zadbane. Sydney szczyci sie dwiema najslawniejszymi – Manly Beach i Bondi Beach. Obie to osrodki surfingu, na punkcie ktorego Australijczycy maja totalnego bzika. Na tych dwoch plazach fale sa idealne, silne prady jednak sprawiaja, ze mniej nadaja sie do plywania. Ale jak ktos jest spragniony morskiej kapieli, a nie przepada za ubieraniem sie w pianke i smiganiem po grzbietach fal na desce, moze skorzystac z wybudowanych tuz przy zejsciu z plazy do morza publicznych basenow – bezplatnych kapielisk z woda morska.


Podroz na Manly Beach zajmuje promem z Circular Quay okolo 30 minut. Opuszczajac statek wychodzimy na nadmorski deptak pelen sklepow, barow i jadlodalni. Zawsze pelnych ludzi, zawsze pelnych surferow niosacych swoje deski w kierunku morza. Sama plaza jest szeroka, piaszczysta i oprocz doskonalych warunkow do surfingu oferuje takze kilka boisk do siatkowki plazowej. Wzdluz plazy, brzegow morza i basenu portowego sa kolejne kilometry tras spacerowych, gdzie oprocz widokow mozna podziwiac przepiekne domy szczesliwcow mieszkajacych w tej okolicy. Po kapieli w morskim basenie, zmaganiom z falami, czy po prostu po paru kilometrach spacerowania najlepszym zwienczeniem jest wizyta w jednym z przybytkow oferujacych „fish and chips”, czyli swieza, smazona, rybe z frytkami. Mrozonki oferowane w gazecie na ulicach Londynu, mimo, ze majace swoj urok, nie moga konkurowac z wersja australijska. Za 10 AUS$ otrzymujemy kartonowe pudelko z ogromna i swieza porcja. Mozna delektowac sie tym specjalem na miejscu, ale duzo przyjemniej jest wziac go ze soba i zjesc na plazy patrzac na zalamujace sie fale i wsluchujac sie w szum morza. Kluczem do sukcesu jest zajadanie sie tym lokalnym specjalem w miejscu sprzedajacym zarazem swieze ryby i owoce morza, co jednoczesnie umozliwia sprobowanie dziesiatkow wariacji „fish and chips” z najrozniejszymi gatunkami morskich stworzen.

Medium
Sydney/Australia - 19.01.2010


Bondi Beach to drugi glowny osrodek surfingu w Sydney. Nadbrzezna przestrzen wypelniaja sklepy z ubraniami i stosownym sprzetem. Bondi to zatoka otoczona wysokimi, pionowymi klifami, na ktorych oprocz wspanialych domow mieszkalnych, gwarantujacych sypialnie z zapierajacym dech widokiem na morze (i wywolujacymi podobny efekt cenami), sa pola golfowe, trasy spacerowe, czy ... cmentarz, gwarantujacy lokalnym mieszkancom, ze nawet po smierci nikt nie pozbawi ich widoku na ukochane morze. Trasy spacerowe ciagna sie kilometrami po wysokich na kilkadziesiat metrow klifach, wzdluz kolejnych plaz i kapielisk.

 

Sydney to cudowne, piekne i przepelnione atmosfera przyjazni i otwartosci miasto. Przybywajac do niego, ma sie wrazenie, ze odwiedza sie starych znajomych, brak jest dystansu i wrogosci, tak czesto charakterystycznych dla innych duzych miast na swiecie. Sydney jest jak stary przyjaciel, z ktorym kazdy ma wlasna historie, wlasne przezycia i wspomnienia. Sydney to miejsce, do ktorego, gdy raz sie przyjedzie, bedzie sie powracalo zawsze. Nawet jesli tylko w myslach ... zawsze.


dodajdo


Galeria zdjęć
Thumb Thumb Thumb
Ostatnio dodane komentarze
Thumb

Normal Normal Normal Normal Normal Normal Normal Normal
19.01.2010
autor: szeryfsylwiak

bardzo ciekawie napisana
+ piekne zdjęcia. Zgłosiłabym do konkursu :)



Kopiowanie i rozpowszechnianie materiałów zawartych na tej stronie bez zgody autora jest zabronione.
© Tubylismy.pl, www.tubylismy.pl - All right reserved. Wykonanie portalu: GaldoMedia.

Tubyliśmy.pl on Facebook