Barcelona/Hiszpania - 12.01.2010
Dolecieliśmy. Jest dopiero 10 rano a już jest gorąco. Jest 02 września a mam wrażenie jakby był początek lipca.
Jeszcze tylko musimy dojechać kolejką podmiejską do miasta i już jesteśmy w Barcelonie, stolicy Katalonii, na wschodnim wybrzeżu półwyspu Iberyjskiego !
To nasz pierwszy raz w tym mieście i pierwszy raz w Hiszpanii.
Co uderza na od razu to bardzo nieczytelne oznaczenia stacji kolejki, która zamiast jechać do centrum wywozi nas na przedmieścia po drugiej stronie miasta. Postanawiamy wysiąść na kolejnej stacji i zawrócić… tylko tym razem pojedziemy metrem.
Kupujemy trawelki na cały nasz pobyt i ruszamy w droge powrotną. Dzięki pomocy obsługi metra bez problemu trafiamy do „naszą” stację - Barceloneta, która okazuje się być rzut kamieniem od przepięknego portu, jednej z wizytówek współczesnej Barcelony.
Jest niesamowicie gorąco i duszno, do tego ja nadal niosę wszystkie nasze bagaże, pot ze mnie cieknie i moja koszula z niebieskiej zrobiła się granatowa. Ja jestem już zmęczony i zły i tutaj moja żona postanawia doprowadzić nas do naszego hostelu, co udaje się jej bezbłędnie!
Barcelona/Hiszpania - 12.01.2010
Hostel Miramar, miejsce naprawdę ciekawe i godne polecania.
Właścicielką jest starsza hiszpanka, mówiąca płynnie po angielsku, osoba bardzo miła, uśmiechnięta i pomocna. Jeszcze przed zakwaterowaniem dostaję butelkę zmrożonej wody, pewnie dlatego, że wyglądam jakbym miał się zaraz przewrócić z gorąca.
Dostajemy klucz do pokoju, ja taszczę walizki a moja Kasia otwiera drzwi i tutaj szok…pokoik jest niesamowicie mały – łóżko, ubikacja i prysznic za parawanem, plus mała umywalka, do tego jakieś pół metra podłogi i to wszystko. Jednak nie pokój jest najważniejszy, jesteśmy w Barcelonie i to się liczy.
Szybki prysznic i już wychodzimy zwiedzać Barcelonę. Pierwsze kroki kierujemy do portu, który widać z naszego okienka i na plażę. Jest wrzesień ale w Barcelonie sezon trwa w pełni, w porcie stoi mnóstwo luksusowych łodzi a na plaży opala się sporo ludzi.
Teraz jesteśmy w swoim żywiole, Kasia się opala a ja chłodzę się w morzu śródziemnym. Po paru godzinach słodkiego leniuchowania czas na podbój miasta.
Kierunek, sławna La Rambla! Ulica jest szeroka i malownicza, z jednej strony kończy się na Placa de Catalunya z drugiej dobiega do portu i pomnika Krzysztofa Kolumba.
Barcelona/Hiszpania - 12.01.2010
Z La Rambla odchodzi wiele wąskich uliczek w które po paru chwilach się zagłębimy, chcąc znaleźć jakieś miłe miejsce żeby usiąść, coś zjeść i oczywiście napić się słynnej hiszpańskiej Sangrii. Naprawdę warto oddalić się od głównych ulic miasta aby poczuć klimat i zapłacić znacznie mniej za jedzenie czy pamiątki. Do pokoju trafiamy późną nocą, zmęczeni i bardzo zadowoleni.
Kolejny dzień rozpoczynamy od zwiedzania Parku Guell, w którym znajdują się ciekawe budowle najsłynniejszego architekta Barcelony – Gaudiego. Niestety dojazd do parku z centrum także nie jest zbyt dobrze oznaczony i turyści po wyjściu z metra poruszają się trochę po omacku. Sam park wygląda bajkowo i można odnieść wrażenie, że za chwile pojawia się tam jakieś animowane postacie.
Kolejnym miejscem, którego nie można ominąć będąc w Barcelonie jest Sagrada Familia, projektu Gaudiego. Świątynia, której budowa rozpoczęła się w 1882 i nadal nie została zakończona. Widać ją z każdego miejsca miasta i robi ogromne wrażenie!
Jest już wieczór ale chcemy jeszcze zobaczyć panoramę miasta ze wzgórza Montjuic. Kiedy wjeżdżamy tam kolejką linową jest już ciemno i widzimy wszystko z zupełnie innej perspektywy. Całe miasto, a zwłaszcza port jest rozświetlone tysiącami świateł, widać tłumy turystów a od morza wieje ciepły wiatr, na dół schodzimy pieszo, ponieważ kolejki jeżdżą tylko do 21 a jest już nieco później.
Barcelona/Hiszpania - 12.01.2010
Wieczór znowu spędzamy w uroczej restauracji jedząc Tapas i popijając Sangrię.
Nasz ostatni dzień w Barcelonie postanawiamy spędzić leniuchując i podziwiając miasto powoli, aby poczuć je jak najlepiej.
Od rana udajemy się do akwarium, które muszę przyznać jest najlepszym i największym w jakim do tej pory byłem. Naprawdę warto zobaczyć, choć bilet kosztuje 17 Euro. Po zwiedzeniu akwarium jedziemy metrem do centrum zobaczyć pozostałe budowle Gaudiego, między innymi tzw. Kamieniołom. Niestety wszędzie wejście jest płatne, więc postanawiamy zwiedzić tylko jeden budynek a resztę obejrzeć z zewnątrz.
Popołudniu wracamy do portu i tam leżąc na promenadzie łapiemy ostatnie promienie hiszpańskiego słońca. Karmimy ptaki i podziwiamy przepływające obok jachty. Jeszcze krótki spacer po plaży i czas wracać się pakować i jechać na lotnisko. Tym razem się nie zgubimy!
Chętnie zostali byśmy dłużej, ale niestety czas do domu. Barcelona urzekła nas swoim spokojem i radością, ludzie tutaj nie śpieszą się tak jak w Polsce, są mili i uśmiechnięci. Zawsze kiedy o coś pytaliśmy chętnie służyli nam pomocą i radą. Jest to nasza pierwsza wizyta w Hiszpanii ale z pewnością nie ostatnia.
Barcelona/Hiszpania - 12.01.2010