Pociąg nr 1 :)
Pierwszy etap podróży z Wrocławia do Żiliny, który ma się odbywać PKPem, wydaje nam się najłatwiejszy. Przecież to tylko kilkaset kilometrów przez Polskę i już jesteśmy w Słowacji.
No niestety. Nic bardziej mylnego.....
Wyjeżdżamy o 11 z Wrocławia, o 15.30 mamy być w Bielsko-Białej gdzie przesiadamy się na jedyny bezpośredni pociąg do Żiliny na Słowacji - tam rozpoczyna się nasza międzynarodowa podróż. Na przesiadkę mamy 50 minut więc na razie nie martwimy się ewentualnym kilkuminutowym opóźnieniem. Nasze Państwowe koleje, mimo wszystko postanawiają pokazać na co je stać - wspaniała niespodzianka w postaci opóźnienia ponad godzinnego, jakieś 60 km przed Bielsko Białą, gdzie mamy przesiąść się na pociąg do Żiliny...
"No jak start mamy taki to nie wiem co będzie się działo dalej."
Idę negocjować z kierownikiem pociągu, żeby mi przetrzymał w Bielsko-Białej pociąg, na który się przesiadamy. Uff. Na szczęście jedzie on za nami i ma takie samo opóźnienie co my.
W Żilinie jesteśmy po 20. Kasy na szczęście całodobowe więc kupujemy nasz Bilet Kolejowy City Star, który uprawnia nas (grupę 2 osobową) do przejazdu w tą i z powrotem do Skopje za 171 Euro.
W Żilinie mamy wygooglowany jakiś tani PO Hotel w budynku Żilińskiego MPK, bo start kolejnego pociągu do Bratysławy dopiero o 5.20. W odnalezieniu lokum pomaga nam młoda policjantka i po 20 minutach jesteśmy na miejscu. 480 SK (ok 50zł) za dwuosobowy pokój z dzieloną łazienką – brzmiało nieźle... wyglądało fatalnie. Jedna, krótka noc to maksimum jakie mogłam tam spędzić. Pierwsza obawa powstała od razu po wejściu, to że sufit za chwilę spadnie mi na głowę (tuż nad łóżkiem widoczne znaczne ubytki ok. 0,5 - 1 m2, na głębokość 4 cm); potem dostrzegliśmy megagrzyba na ścianach, który albo został zamalowany na beżowo... Pocieszałam się, że może to był tylko lekko podstarzały biały kolor... Gdy przyzwyczaiłam się do norowatości naszego spania pojawił się największy problemem - małe robaczki, pajączki, larwunie i inne formy życia poukrywane w kątach, pod parapetami i pod łóżkami.
Nie wyspałam się ani trochę mając wrażenie, że całą noc coś z tych naszych małych współlokatorów po mnie łazi. Uff. To na szczęście tylko 4 godziny spania.