Z samego rana wybraliśmy się nad Jezioro Turawskie do mieścinki Turawa – chcieliśmy ostatni dzień spędzić nad jeziorkiem. Niestety, okazało się, że świat się tam zatrzymał, nie ma praktycznie wcale życia, jest kategoryczny zakaz kąpieli – taka brudna zielona woda... A szkoda, bo widoki naprawdę cudowne. Po dłuższej gawędce z miejscowym bosmanem udaliśmy się do Częstochowy – po drodze było. Zjedliśmy pyszne lody, odbyliśmy spacer do MB, niestety nie chciała nam otworzyć i udaliśmy się w drogę do Kielc, omijając jeszcze po drodze zamek w Olsztynie...