W czasach, kiedy biura turystyczne nęcą nas turkusowym morzem, standardem hoteli all inclusive i bajkowymi plażami nad Morzem Śródziemnym, ja wybrałam Wschód. Ściślej mówiąc północną stolicę Rosji – Sankt Petersburg z urokliwymi „bielymi noczami”, barwnymi cerkwiami, słowiańską kuchnią i duchem carskiej Rosji.
Ten, którego oczy nie ujrzały jeszcze Sankt Petersburga - nie uwierzy, że jest to miejsce, którego splendor, zabytki, krajobrazy i klimat, sprawiają, że podróży do tego miasta położonego nad rzeką Newą nigdy się nie zapomina, marzy się, aby je ponownie zobaczyć i tęsknie wspomina.
Nawet same legendy dotyczące powstania Petersburga są niezwykle romantyczne i liryczne, jak fińska opowieść, która głosi, że zbudowanie miasta przy samym ujściu rzeki Newy do Morza Fińskiego, na podmokłych bagnach było czyś nierealnym, dlatego Petersburg narodził się w niebie, a dopiero później został opuszczony powolutku na Ziemię. Zbudowane na kilkudziesięciu wyspach miasto miało przypominać nowoczesną w swojej architekturze Wenecję czy Amsterdam, stąd ulice ułożone są tutaj geometrycznie, a kanały przecinające miasto zdobią wspaniałe mosty. Nade mną Petersburg roztoczył jakiś magiczny czar i wywarł na mnie stokroć większe wrażenie niż włoska Wenecja.
Dlaczego Petersburg?
Mając dwadzieścia kilka lat, niedosyt przygody i pragnąc poznać tą starą, carską Rosję wybrałam się do dalekiej rodziny mieszkającej na północy Rosji w mieście zwanym „Wenecją Północy". Trochę z przekory wobec wszystkich wokół wybierających złote plaże - buńczucznie chciałam pojechać do kraju, o którym podróżnicy opowiadają rzadko i który trzeba poznać, posmakować samej.
„Ruszamy w miasto"
Mój romans z Petersburgiem rozpoczął się na dworcu Dworcu Witebskim (Witebskij wagzał)- najokazalszym dworcu wybudowanym jeszcze w XIX wieku. Wspaniałe wnętrza tego gmachu wyglądają jak wycięte z jednej z Tołstojowskich powieści. Nic dziwnego, że właśnie tam kręcono sceny do ekranizacji słynnej powieści tego autora „Anny Kareniny".
Po zregenerowaniu sił pierwsze kroki w Petersburgu skierowałam do Twierdzy Pietropawłowskiej - najstarszej budowli w mieście, położonej na wyspie Wasilijewskiej, zwanej wcześniej Wyspą Zajęczą, co ma upamiętniać mały posążek kicającego zajączka znajdujący się tuż przed mostem wiodącym do fortu.
Wewnątrz murów znajduje się okazały sobór św. Piotra i Pawła zakończony ponad 100 - metrową iglicą, na szczycie, której obraca się uskrzydlony anioł trzymający krzyż. Kierując się z Twierdzy w stronę brzegu Newy moim oczom ukazał się cudowny widok - turkusowo-zielonych fasad Ermitażu odbijających się w wodzie. Miałam okazję oglądać ten pejzaż podczas cudnie zachmurzonego nieba, a zza chmur prześwitywało wrześniowe słońce.
Amatorowi sztuki pragnącemu obejrzeć większość zbiorów zgromadzonych przez carycę Katarzynę II w Ermitażu zabrałoby to kilka dni. Wobec powyższego ja skoncentrowałam się przede wszystkim na sztuce XX wieku - impresjonistach, kubistach, zerkając na kilka perełek doby renesansu takich jak obrazy Boticellego czy Da Vinci oraz wspaniałe rzeźby.
Z ciekawostek dotyczących carycy Katarzyny II to słynęła ona nie tylko z ogromnego zamiłowania do sztuki europejskiej, ale także ze swoich licznych podbojów miłosnych. Do historii przeszła jako wieka władczyni, która potrafiła rządzić twardą reką oraz miała wielką słabośc do mężczyzn, którzy często goscili w jej alkowie.
Na licznych pocztówkach, w albumach, które przeglądałam przed podróżą - niezmiennie ukazywano malowniczy widok na Cerkiew Zbawiciela na krwi położoną przy samym kanale Gribojedewa.Jednak, gdy po raz pierwszy wysiadłam ze stacji metra przy Newskim Prospekcie i ujrzałam wielobarwny „chram" (cerkiew) na własne oczy - widok ten przeszedł moje oczekiwania. Wnętrze soboru zdobią barwne mozaiki przedstawiające sceny z Pisma Świętego i tworzy to wrażenie niezwykle mistyczne. Chociaż nie ukrywam, iż trudno się skoncentrować i poczuć ducha tego miejsca kultu pośród kilkudziesięciu turystów „strzelających niczym na wyścigi kolejne zdjęcia".
Za cerkwią znajduje się dość duży targ z pamiątkami - gdzie każdy znajdzie coś dla siebie, a to: malowane broszki, misternie zdobione kasetki, matrioszki, wielobarwne kwieciste chusty, alabastrowe figurki oraz symbole Związku Radzieckiego jak czapki ozdobione czerwoną gwiazdą i symbolem CCCP. Doskonałym prezentem dla maluchów mogą byc matrioszki z wizerunkiem Kubusia Puchatka, Tygryska i innych bajkowych postaci, a zabawnym podarkiem dla znajomych mogą być matrioszki ze znanymi politykami - Bushem, Clintonem, Putinem czy Gorbaczowem. Ich ceny kształtują się od kilkudziesięciu do kilkuset rubli za sztukę.
Ponadto koniecznie trzeba zwiedzić Sobór Kazański i Sobór Izaakiewski, ale urocze są również niewielkie kościółki, błękitny meczet czy ormiańska świątynia, które widziałam podczas zwiedzania miasta. Warto poświecić również przynajmniej dwa dni, aby obejrzeć podmiejskie posiadłości dawnych carów Rosji - Carskie Sioło oraz Peterhof – park pałacowy z kilkuset fontannami.
Do kanonu zabytków dodam też pomnik „Miedzianego jeźdźca” przedstawiającego Piotra I galopującego na koniu, pod którego kopytami ginie wąż symbolizujący wrogów cara i Rosji. Stara legenda głosi, że póki Piotr I czuwa – miastu nie grożą żadne niebezpieczeństwa.
Warto pojechać do Petersburga w czasie „bielych noczy” – zjawiska astronomicznego, które można podziwiać od czerwca do lipca. Niestety nie miałam takiej okazji ponieważ moja podróż przypadła na wczesną jesień, ale może jeszcze kiedyś uda mi się zobaczyć Petersburg w tym nietypowym i pięknym czasie.
„Marszrutka – cóż to za stwór” i inne środki transportu
Poruszając się po Petersburgu – naszym głównym środkiem komunikacji z pewnością stanie się metro, które dla "inostrańców” stanowi kolejną atrakcję turystyczną. Każda ze stacji ma swój indywidualny styl ukazujący jakiś niewielki wycinek historii Rosji – ściany nowszych stacji zdobią różnobarwne mozaiki w duchu socrealizmu. Jednak szczególnie warte obejrzenia są starsze stacje np. odcinek trasy Awtowo - plac Wosstanija. Ja wysiadając na jednej z tych stacji miałam wrażenie, iż nagle przeniesiono mnie w czasy carów – korytarze wykonane z marmuru, ze ścian wyłaniały się monumentalne płaskorzeźby, a z sufitu zwisały kryształowe żyrandole.
Jeśli chodzi o Petersbużan – to większość z nich porusza się właśnie metrem - zaczytani, zamyśleni pędzą z pracy, do pracy. Innym niezwykle popularnym środkiem transportu są tzw. „marszrutki” czyli nieduże kilkunastoosobowe busy zatrzymujące się w pobliżu przystanków tradycyjnej komunikacji. Są o tyle wygodnym środkiem transportu, iż na prośbę pasażera – kierowca zatrzymuje się w wyznaczonym miejscu. Ciekawostką – dla nas Polaków, będących często na bakier z przepisami, jest to, iż w Rosji nie istnieje zjawisko tzw.„gapowiczów”. W autobusie przechadza się pani wyposażona w rulon biletów i jeśli pasażer nie ma biletu – kupuje go, a dla Rosjanina jest niepojętym, aby jechać bez biletu!
Do you speak English czy Wy gawaricie pa ruski?
Turystom zakładającym, iż swobodnie porozumieją się w Petersburgu w języku angielskim czy niemieckim – mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć: „nic bardziej mylnego!”. O ile – większego problemu z tym nie ma w eleganckich butikach ciągnących się wzdłuż Newskiego Prospektu – głównej i najokazalszej ulicy miasta czy w Ermitażu – muzeum określanym mianem „drugiego Luwru”, to już w mniejszych lokalach gastronomicznych napotkamy na trudności.
Mając pewne obawy z tym związane - przed samotną wyprawą do Rosji zgłębiłam tajniki cyrylicy oraz podstawowych wyrażeń w języku rosyjskim. I na całe szczęście, bo nie wszędzie porozumiemy się po angielsku.
Rosja krajem innym niż wszystkie
Rosja jest specyficznym krajem, mimo, iż Petersburg tętni życiem, na jego głównych ulicach odnajdziemy najbardziej luksusowe europejskie butiki – zachowuje swój indywidualizm. Przykładów jest wiele: nazwa McDonald – znak firmowy sieci fast-foodów pisany jest cyrylicą, a przechadzając się po mieście dostrzeżemy pozostałości dawnych czasów – pięcioramienne gwiazdy CCCP czy pomniki Lenina. Zaskakują turystów otwarte do 2 w nocy budki petersburskich kwiaciarek, które potrafia za bezcen lub za darmo oddać kwiaty, słowiańska uprzejmość, poczucie humoru Rosjan, a także pyszna kuchnia.
Bliny, pielmieni i miód pitny czyli o kuchni rosyjskiej
Ponieważ zarówno Polska jak i Rosja wywodzą się z tej samej kultury słowiańskiej, również kuchnia rosyjska nie różni się nazbyt od kuchni polskiej. Jednak warto spróbować lokalnych specjałów takich jak bliny tzn. trochę grubsze naleśniki nadziewane farszem serowym, grzybowym, rybią ikrą czarną lub czerwoną, owocami, łososiem czy też pierożki (pielmieni), a do tego wypada zamówić miód pitny.
Ceny posiłków w lokalach gastronomicznych oraz produkty spożywcze są zblizone do cen polskich, zatem planując podróż do Petersburga nie nalezy się obawiać, za mocnego uderzenia "po karmanach" (po kieszeniach).
Strategia zakupu biletów „na Rosjanina”
Każdy turysta zwiedzający Rosję przekona się, iż zasady traktowania „inostranców” opierają się na żelaznej dewizie – w sensie dosłownym „dewizie” tzn. „turysta płaci więcej”. I to wielokrotnie więcej od Rosjanina - w każdym muzeum, galerii czy na dworcu. Tym bardziej opłaca się znać rosyjski.
Sankt Petersburg, dawnej Leningrad - to miasto liczące zaledwie trzy stulecia, a swoją historią obdzielić mogłoby kilka innych wielkich metropolii. Warto je odwiedzić, ja nie zdążyłam zobaczyć wszystkiego i na pewno jeszcze do niego powrócę, może drogą morską zahaczając od północy o Helsinki.. Polecam wyprawę do Petersburga - Wschód może być naprawdę intrygujący!