Makau jest portugalską enklawą Chin. Wystarczy spędzić godzinę na promie aby przemieścić się z Hongkongu do Makau. Zapewniam, że warto poświęcić ten czas, szczególnie, że można go wykorzystać na lekturę przewodnika i przygotować się do zwiedzania. Wprawdzie Makau jest specjalnym regionem administracyjnym Chińskiej Republiki Ludowej lecz ma oddzielny system prawny, administracyjny, polityczny i monetarny. Przebywając w Makau nie trzeba wymieniać waluty, gdyż bez problemu wszędzie można płacić dolarami hongkondzkimi w przeliczeniu jeden do jednego. Kolejnym dostrzegalnym z daleka obiektem jest wieża o wysokości 233 metry, z której można skoczyć na bungee.
Spacerując uliczkami Makau nie sposób pominąć najpopularniejszych miejsc takich jak Largo de Senado, kościół św. Dominika skąd wąskie uliczki, a w nich liczne sklepy kuszące rozmaitymi drobiazgami, prowadzą do ruin kościoła św. Pawła. Ocalała frontowa ściana robi wrażenie chyba na wszystkich turystach.
Makau słynie z kasyn, podobno jest ich tu więcej niż w Las Vegas (ja widziałam tylko kilka). Nad całą wyspą góruje hotel i kasyno „Lizboa”, robi wrażenie ciekawą architekturą. Na parterze budynku znajduje się dwupoziomowe kasyno, które chyba zostało otwarte specjalnie dla turystów. Nie jest w nim wymagany strój formalny, wejść może każdy, tylko nie można fotografować. Nie znam się na grach hazardowych, ale jest tam ogromny wybór zielonych stolików a przy każdym krupier gotowy przyjąć nasze zakłady.
Zwiedzając Makau napotkaliśmy niewielki problemem komunikacyjny, gdyż nazwy ulic były podane po chińsku i portugalsku, a nie tak jak w większości miejsc po chińsku i angielsku. Jednak dzięki uprzejmości mieszkańców szybko odnaleźliśmy największe atrakcje wyspy.