Nad chmurami
Tegorocznego Sylwestra postanowiliśmy spędzić na nartach. Mimo, że decyzję tę podjęliśmy dość późno ku naszej radości bez większego trudu znaleźliśmy kwaterę oraz chętnych na wyjazd. Po niemałych komplikacjach związanych z załatwianiem samochodów, udało nam się wyruszyć tuż po świętach. Kolejne problemy napotkaliśmy już niebawem: mapka na której zaznaczony był nasz nocleg w Fusch w rzeczywistości prowadziła do uroczej zagrody pełnej koni… Po żmudnych poszukiwaniach i licznych telefonach (była już pierwsza w nocy) udało nam się wreszcie porozumieć z panią u której mieliśmy wynajmować. Mimo oczywistej bariery językowej, Ci z nas którzy władają językiem niemieckim dali z siebie wszystko aby ustalić wreszcie dokładną lokalizację naszego domku. Dzięki tym licznym wysiłkom około drugiej mogliśmy udać się na zasłużony odpoczynek. Następnego dnia rano skoro świt wyruszyliśmy na narty. Do stoku musieliśmy podjeżdżać samochodem jakieś piętnaście minut. Nabywszy karnety (w dość wygórowanej cenie 190 euro) oddaliśmy się białemu szaleństwu. Mieliśmy do dyspozycji 2 ośrodki narciarskie: Kaprun i Zell am See. Naszym zdaniem zdecydowanie lepszy pod względem widokowym jest ten pierwszy, natomiast pod względem tras drugi. Jedyna ich wada to to, że nie są ze soba połączone. Pogoda była jak na zamówienie, lepszej nie można było sobie wymarzyć, prawie bez przerwy słońce, warunki doskonałe…Udało nam się nawet nieco zarobić na tym wyjeździe, sprzedając znaleziony karnet. Dochody zostały przeznaczone na imprezę sylwestrową oraz na prezent dla szczęśliwego znalazcyJ Samego Sylwestra spędziliśmy w naszej kwaterze oraz częściowo na dworze. Noc była upojna szczególnie dla niektórych z nas i Ci musieli następnego dnia zrezygnować z nart… Tak więc Nowy Rok spędziliśmy na stoku i mamy nadzieję że tym samym zapewniliśmy sobie owocny narciarski sezon 2009