Grudziądz/Polska - 07.01.2010
Nazwa Grudziądz niegdyś nie wywoływała we mnie dobrych skojarzeń - wyobrażałam sobie miasto nieduże, peerelowskie i po peerelowsku prowincjonalne. Grzegorz Turnau śpiewał o Grudziądzu w piosence, w której pojawiło się również Kutno, którego dworzec stanowi niemal symbol peerelowskiej brzydoty. Jak się okazało, wszystkie moje uprzedzenia były zupełnie niesprawiedliwe.
Do Grudziądza wjechałam tramwajem. Wspinał się pod górę po uliczkach tak wąskich, że można było odnieść wrażenie, że kiedy wyciągnie się rękę przez okno, dotknie się ściany budynku. Wysiadłam na rynku i skierowałam się do gotyckiego kościoła św. Mikołaja. Jest to trójnawowa gotycka świątynia. Nawa główna, chociaż wyższa od bocznych, nie posiada własnych okien, toteż, ciemna i ponura, sprawia monumentalne wrażenie. Kościół, choć dość typowy, dodaje miastu wiele uroku. Jego ceglana wieża stanowi wizualny kontrast dla jasnej, barokowej wieży kolegium jezuickiego (obecnie urząd miejski) wznoszącego się nieopodal. Tuż obok znajdują się schody na nadwiślański bulwar, oraz przepiękna uliczka biegnąca między spichrzami a kościołem, zakończona w oddali barokową fasadą klasztoru benedyktynek. Obydwa miejsca pociągały mnie swoją urodą, wybrałam jednak schody. Widok z dołu był niezrównany - piętrzące się na skarpie, podparte przyporami spichrze, nad nimi górujące dwie wieże - kościoła i urzędu, sprawiały niesamowite wrażenie. Bramą Wodną weszłam z powrotem do miasta. Po krótkiej wizycie w mieszczącym się w dawnym klasztorze benedyktynek muzeum, skierowałam się do pałacu opatek, mijając niewielki, gotycki kościółek pod wezwaniem św. Ducha, który został przebudowany w dobie baroku. Fasada Pałacu Opatek, barokowa, horyzontalna, bardzo ozdobna, zaskoczyła mnie muszlowatymi niszami z postaciami świętych. Stamtąd poszłam obejrzeć zachowaną część murów miejskich. Potem włóczyłam się po uliczkach, nasiąkając atmosferą miasta.
Przy Placu Miłośników Astronomii z pomnikiem Mikołaja Kopernika, stoi barokowy kościół Św. Franciszka Ksawerego (część dawnego zespołu klasztornego jezuitów), którego parawanowa fasada wystaje poza dach, jak element domku z kart. Stamtąd też można wspiąć się na wzgórze zamkowe - z zamku zachowało się niewiele, jednak widok jest niesamowity.
Grudziądz okazał się dla mnie miastem - niespodzianką: prezentem, którego się nie spodziewałam, a który zaskoczył mnie swoim pięknem, niepowtarzalnym klimatem. Można w nim znaleźć uliczki o prawdziwie średniowiecznym charakterze, nieskażone szyldami reklamowymi, ciekawe rozwiązania architektoniczne, ładne kamieniczki. Jak każde nieduże średniowieczne miasto, można je zwiedzić bez mapy czy przewodnika, poruszając się intuicyjnie, od jednego do drugiego zabytku, od jednego do drugiego widoku. Obejrzenie miasta nie wymaga mozolnego dreptania przez cały dzień; nawet w półtorej godziny możemy nasycić się jego niezwykłą atmosferą i poznać najważniejsze miejsca. Grudziądzem nie sposób się zmęczyć - miasto żyje swoim życiem, nie ma tu tłumów turystów, a fakt, że jego walory turystyczne są prawie nieznane, sprawia, że spacerując po nim, poczułam się jak odkrywca.