kopenhaga wita
Kopenhagę znałam jedynie z książek Joanny Chmielewskiej. Dzięki jej barwnym opisom, wracając w zeszłym roku z norweskiej tymczasowej emigracji zarobkowej wiedziałam, że chcę tam pojechać. No i pojechałam. Oczywiście nie samotnie, chociaż Skandynawia jest bardzo bezpieczna.
Spontaniczny, zupełnie niezorganizowany wyjazd okazał się jednym z najlepszych w moim życiu (jak do tej pory).
Pierwsze miłe zaskoczenie: dworzec na Kastrupie (lotnisko położone 8 kilometrów od Kopenhagi). Jak większość dworców w tej części Europy bardziej przypominał eleganckie centrum handlowe niż dworzec.
Drugie zaskoczenie: dworzec główny w Kopenhadze. Najpiękniejszy dworzec jaki widziałam w życiu. Byłyśmy tam wcześnie rano, po godzinie lotu z Oslo poprzedzonym całonocnym oczekiwaniem na samolot na lotnisku. Pierwszą potrzebą, którą koniecznie musiałyśmy zaspokoić była kąpiel. Publiczne prysznice mają wyższy standard niż łazienki w polskich akademikach. Tam też mojej znajomej udało się zgubić sporą część z pieniędzy przeznaczonych na wyjazd. Odbiło się to głównie na jakości naszej diety przez następne 3 dni. Musiałyśmy też zrezygnować z obejrzenia zamku Hamleta i wyścigów konnych w Charlottenlund.
Najważniejsze miejsce do odwiedzenia w obcym mieście to Informacja Turystyczna. Kopenhaska jest naprawdę świetna. Przede wszystkim (i to dotyczy nie tylko IT) wszyscy mówią tam po angielsku. Można za darmo dostać foldery z najważniejszymi wiadomościami. Nas interesowały przede wszystkim tanie hotele i miejsca do zwiedzania. W pierwszym hostelu do którego trafiłyśmy (przy ulicy „czerwonych latarni”) miły i (a jakże) znający angielski recepcjonista poinformował nas, że owszem mają wolne miejsca. Najtańsze łóżko to 20 osobowym „pokoju” w centrum jednej z najdroższych stolic Europy to ok. 100 koron duńskich.
Z powodu nagle ograniczonego budżetu wybrałyśmy najbardziej ekonomiczną metodę zwiedzania – spacer. W IT można nabyć dobową kartę miejską, która uprawnia do przejazdu wszystkimi środkami komunikacji i wstępu za darmo do niektórych muzeów. Lepszą metodą zwiedzania jest właśnie spacer (Kopenhaga nie jest wcale taka wielka), albo wypożyczenie roweru za kaucję zwrotną ok. 50 koron. Rowerami w Kopenhadze jeżdżą wszyscy. Jest zdecydowanie więcej bicykli niż samochodów, a w mieście składającym się głównie z kanałów i mostów to faktyczna wygoda. Punkty gdzie można wynająć i zwrócić rower są rozsiane po całym mieście, ale w sezonie bardzo szybko pustoszeją, więc trzeba się pofatygować dosyć wcześnie rano. Nam się nie udało i byłyśmy zdane na własne nogi.
Mapa z trasami spacerowymi jest naprawdę idiotoodporna i nawet najbardziej upośledzone geograficznie osoby dadzą sobie radę. Mieszkańcy są bardzo przyjaźni i pomocni, więc nie sposób się zgubić. My wybrałyśmy najdłuższą trasę, która zahaczała o wszystkie najważniejsze miejsca. Ale nawet zwyczajne błądzenie po mieście może być ciekawe. Spacer zajął nam ok. 5 h (włączając w to robienie zdjęć każdej kamienicy i każdego pomnika, a także przerwy na chwilę wytchnienia dla nóg). Dotarłyśmy do słynnej Syrenki, wracałyśmy zupełnie inną drogą, oglądając przy okazji parki królewskie Ratusz, Bibliotekę Królewską i Uniwersytet.
Miasto jest niesamowicie piękne. Posiada zalety wszystkich najpiękniejszych miast Polski, do tego jest bardzo czyste. Mimo mnóstwa mieszkańców i tłoku charakterystycznego dla połowy lipca można czuć się bezpiecznie. Nocowałyśmy w hostelu położonym w samym centrum, przy ulicy słynnej z ilości domów publicznych i sex-shopów. Bez obaw wracałyśmy po 23 i nie spotkało nas nic niemiłego.
Kolejna zaskakująca rzecz: jak wspominałam, w Kopenhadze wszyscy jeżdżą rowerami. Rowery bardzo często zostawiają pod murami kamienic. Po prostu stawiają je na noc bez jakichkolwiek zabezpieczeń, czasem nawet z kaskami w koszach. Mijałyśmy tak pozostawione rowery wieczorem, a rano następnego dnia stały w dokładnie tych samych miejscach. Niesamowite, prawda? W Skandynawii to norma.
Spędziłam w stolicy Danii tylko 2 dni i czuję wielki niedosyt. To piękne miasto, w którym jest mnóstwo rzeczy do zobaczenia i bez dobrego planu ciężko jest zobaczyć wszystko w tak ograniczonym czasie. Na same ogrody Tivoli potrzeba co najmniej 2 dni. Jestem pewna, że jeszcze tam wrócę.
Rady dla wybierających się:
- zaplanować podróż (noclegi najlepiej zabukować wcześniej),
- pogoda w tej części Europy jest bardzo zmienna; kurtka przeciwdeszczowa obowiązkowo,
- najlepsza pora roku na odwiedzenie Kopenhagi to czerwiec / lipiec (słońce zachodzi bardzo późno co daje więcej możliwości zwiedzania),
- nie gubić pieniędzy – miasto jest dosyć drogie.