Rankiem przy widowni składającej się z pięciu psów myjemy zmierzwione i potargane włosy. W zimnej wodzie i po kolejnej zimnej nocy, no ale no w końcu już prawie październik. Wymarsz o 8-smej, przez pół miasta oprowadza nas karłowaty wilczek, drugie pół jakiś dziadek. Usiłujemy wypłacić pieniądze z ukraińskiej filii Raiffaisen Banku, ale nie coś nie działa, więc wchodzimy do środka. W banku nikt nie mówi po angielsku, więc wychodzimy - już nam się nie chce dukać po...
czytaj całość >>