Australia 05.08.2010 O 21.35 lądujemy w Melbourne. Obwąchani przez pięknego labradora-celnika wychodzimy z lotniska. Tutaj następuje połączenie 2 ekip: trzyosobowej lecącej z Warszawy (Bartek, Michał i ja) oraz jednoosobowej lecącej z Nowego Jorku (Marcin). Wypożyczonym samochodem udajemy się do hostelu, który znajduje na przeciwko znanego dworca Flinders Street Station. Po trwającej ponad 48 h podróży na więcej już nie mamy sił tego dnia. Padamy z nóg, a jet lag nie ma nic...
czytaj całość >>