Tirurit, zafurkotały budziki wszystkich turystów śpiących w pokoju. Niezsynchronizowane odmierzacze czasu pikały, dźwięczały i melodyjkowały jeden po drugim. Każdy mozolnym ruchem zbierał się z wytwornego łoża rozpoczynając dzień od zwijania śpiwora. Ciągnąc za sobą dwa pełne plecaki, wymijając porozstawiane szpargały próbowałem wydostać się na zewnątrz izby. Pojawiliśmy się w przedsionku pomiędzy stołówką a wyjściem schroniska. Skrupulatnie upychaliśmy...
Przedzierając się przez malownicze góry, przełęcze i serpentyny w końcu dotarliśmy do Vent. Malutkiej austriackiej wioski leżącej u podnóża Alp Ötztalskich. Zatrzymaliśmy się na parkingu przypominającym górskie pastwisko, umiejscowionym na brzegu osady. Na wstępie uregulowałem rachunek z małym chłopcem pilnującym terenu. Na jego głowie widniała mocno osadzona czapeczka z wirującym wiatraczkiem, który schładzał czoło. Niewątpliwie dość nietypowe nakrycie głowy...