Typowa literatura podróżnicza rzadko do mnie przemawia. Brak mi w niej fabuły, akcji, tego, co sprawia, że zniecierpliwieni sięgamy po książkę w każdej wolnej chwili. Zdecydowanie wolę powieści z wyraziście nakreślonymi postaciami i licznymi przygodami, które jednak gdzieś się dzieją – a miejsce, które pozornie jest w nich tłem, właśnie wtedy ożywa. W świecie fikcji niektóre rzeczy stają się niejednokrotnie o wiele bardziej prawdziwe.
Powieść Tomasza Szlendaka Leven jest jedną z takich właśnie książek. Od pierwszego akapitu wciąga czytelnika i wrzuca go bez ostrzeżenia w sam środek średniowiecznego Torunia. Naszym przewodnikiem zostaje Nicolas Leven, młody, zdolny i dość ekscentryczny
kupiec. A że w Toruniu właśnie popełniono morderstwo, chodząc za Levenem po uliczkach Starego Miasta, trafiamy w sam środek... kłopotów. Dochodzimy też do tego, czego nie znajdziemy w zwykłych przewodnikach – miejsc, które już od dawna nie istnieją, i prawdziwie średniowiecznego klimatu. Ale myliłby sięten, kto myśli, że książka jest zdominowana przez przeszłość – w średniowiecznym Toruniu napotykamy całkiem współczesne postaci. Jedną z nich na pewno rozpoznają nawet czytelnicy, którzy w Toruniu nigdy nie byli...
A co poza tym? Wątek kryminalny, miłosny i trochę współczesnych teorii socjologicznych w średniowiecznym przebraniu. Autor jest wszak socjologiem, jedną z najbardziej wyróżniających się postaci toruńskiego środowiska naukowego.
Jeśli więc wybieracie się do Torunia na weekend, przyjedźcie z Levenem pod pachą – dzięki temu zobaczycie miasto z najciekawszej strony, poznacie prawdę o toruńskich legendach, i - co najważniejsze - od razu będziecie wiedzieli, gdzie najlepiej napić się piwa.
Autor: Justyna Gruszczyk - Woltman