Logo Zaloguj / Zarejestruj
 
Profil
Magazyn
Miejsca
Obiekty
Recenzje
Relacje
Plany podróży
Trasy zwiedzania
Grupy
Galerie
Podróżnicy
Konkursy
Gry
 
Magazyn > Dział: W branży > Kategoria: Z Polski i ze świata

Zuppa Romana i goście...

Medium

Maccheroni, cannelloni, peperoni... Mam ogromny sentyment do tej włoskiej piosenki  - żartu, wychwalającej rodzimą kuchnię i nieco kpiącą z przyzwyczajeń tych, którzy tę kuchnię wymyślili. Tu, gdzie mozzarella komponuje się i z mortadelą, i z tarantellą, kuchnia nie jest tylko dopełnieniem, ale integralną częścią krajobrazu. Taką samą jak wszechobecne zabytki. Jakość jednego i drugiego - niekwestionowana. Byłam o tym przekonana do niedawna. Ale jak bardzo się myliłam! Uświadomiła mi to pewna siedmioletnia pannica.



Trzy dni przygotowań. Rewolucja w domu. Zjeżdżają goście! Najgorzej jest wtedy kiedy chcesz dobrze wypaść. Zakupy - droga przez mękę. Najpierw 20 kilometrów do hipermarketu - bo tam wszystko jest pod ręką - potem jeszcze na lokalny bazarek, bo tam wszystko jest świeże. Lodówka pęka w szwach, a kiedy ją otwierasz- wykręca ci nos, bo wszystko pachnie na raz: aromat owoców morza miesza się z zapachem koziego sera, specjalnie na tę okazję kupionego prosto od chłopa.- Ja chcę polskie kartofle i polską pizzę, bo ta tutaj smakuje jak ślimaki - zadeklarowała moja mała kuzynka, znana w rodzinie z tego że zwykle jada chętnie i wszystko. -Masz co chciałaś - zganiłam się w duchu, otrzymawszy konkretną odpowiedź na konkretne, choć jak wydawało mi się retoryczne pytani : jak dziecku smakuje. Potem już, ku zakłopotaniu dorosłej części rodziny, wszystko było nie tak. W końcu odpuściłam sobie przyrządzenie pracochłonnego supli, ryżowo-pomidorowych kulek nadziewanych mozarellą. Zrezygnowałam z podania pieczonych kalmarów, a zaplanowanym na przystawkę fiori di zucca, kwiatom cukinii w cieście, wypełnionych serem i śledzikami - pozwoliłam uschnąć na dolnej półce lodówki. W samej lodówce zaś, zamiast maleć, rosło. Starego nie ubywało, a trzeba było gdzieś przechować nowe, "bardziej zjadliwe". Ostatecznie kolorowe owoce opuncji - wydawało mi się atrakcja dla dzieci, no bo  „je się kaktusy", zwiędły na talerzu obok „za bardzo pachnącego perfumami" dojrzałego melona, a ich miejsce na półmisku zajęły poczciwe jabłka i brzoskwinie.



Czy byłam wkurzona? Tym razem już nie. Po podobnych historiach z życia wziętych, zaczęłam doceniać znaczenie życiowego doświadczenia. I jego wpływ, przynajmniej w przypadku posiadania gości, na stan mojego portfela.
Teraz to, czego jestem absolutnie pewna - to fakt, że do przyjazdu, nie tylko brytyjskiej królowej, ale i najbliższej rodziny trzeba się dobrze przygotować. I najlepiej nie wierzyć w zapewnienia: "jadamy wszystko". Zwłaszcza jeśli gościsz tych, którzy mało podróżują i nade wszystko cenią kuchnię domową. Swoją własną. Każą Ci się nie przejmować a potem wszystko zostawiają na talerzu, że niby są przejedzeni.
A jak niebanalne jest poznanie zawczasu preferencji alkoholowych znajomych przekonałam się nie raz. Kiedyś miałam gościć niezwykle uzdolnioną młodą parę literatów. Ci bywalcy salonów, obieżyświaty, mieli trafić do mnie tylko na jedną noc - chciałam ich zatem ugościć czymś niepospolitym. Sięgnęłam na najniższą półkę mojej tworzącej się dopiero winnej piwniczki po Brunello, rocznik 2001, które kupione w samym sercu Toskanii, w Montalcino, kosztowało mnie coś około 40 euro. Tymczasem oni, przyjechawszy, stanęli w drzwiach podchmieleni, z butelką taniego piwa w ręku, wspominając coś o wyższości browarów polskich nad włoskimi. Towarzystwu niewiele brakowało do szczęścia i uciechy: moje nowe wielkie kielichy zostały stłuczone - "na szczęście", a ogonki po krewetkach wylądowały w ogródku u sąsiadów. Ale ubaw.



Osobiście jestem wielkim poszukiwaczem. Wrażeń, inspiracji, smaków. Gdziekolwiek się ruszę poza granice Polski, próbuję wszystkiego co tamtejsze. Ktoś mądry powiedział kiedyś - a przytaczam to bo mi to schlebia - że ludzie którzy z jedzenia czerpią przyjemność mają zdecydowanie bardziej od pozostałych rozwinięty mózg. Teorię tę przyjęłam jako tezę i tym bardziej uważam za słuszne próbowanie litewskich zepelinów, sałatki milionera z serca palmy, którą serwują na Seszelach czy pseudopiwa, w rzeczywistości będącego drożdżowym zaczynem, popijanym z jednej miski przez mieszkańców południowoafrykańskich slumsów, zwanych townshipami. Dzięki swojej ciekawości, poznałam mnóstwo smaków: od pieczonej ikry w Jerez de la Frontera po afrykańskie biltongi z antylopy kudu, będące kawałkami suszonego mięsa. Te ostatnie, tyle, że wołowe i pod inną nazwą odkryłam pod Rzymem. Poznawanie smaków wspaniale koresponduje z poznawaniem obyczajów, przyrody. Moje opowieści o gąsienicach mopani, które jeszcze dziś serwują sobie (rzadziej cudzoziemcom) ostatni mieszkańcy murzyńskich wiosek, sprawiły że i moi synowie chcieli poczuć się Indiana Jonesami i pojechawszy do takiej wioski kilka lat później, za punkt honoru postawili sobie skosztowanie robala. Zdjęcia do dziś wiszą na ścianach " dla szpanu", ale w głowach do dziś również zostało im kilka wyszukanych wcześniej w Internecie informacji obyczajowo- przyrodniczych z zakresu mopani i plemienia Shangani.



Tymczasem nowych gości pytam wprost: capricciosa (popularna we Włoszech mozarella z pomidorem, bazylią i oliwą ) czy pomidor; ziemniaki tłuczone z sosem czy pieczone z rozmarynem; miecznik, tuńczyk i krewetki czy schabowy z mizerią? Sami również przywożą ze sobą " prawdziwy" żółty ser i "prawdziwą" szynkę, żeby nie jadać tej surowej. Nikogo też nie namawiam do mojego ukochanego Noble Late Harvest z Zachodniego Przylądka, by po otwarciu jednej z pięciu przytarganych przeze mnie przez kilka tysięcy kilometrów butelek nie usłyszeć: " O, co to, to nie! Słodkiego nie pijam", ani do Sherry, które przywożę prosto z Jerez, by uniknąć komentarza: Łe, gębę wykręca". Tradycjonalistom serwuję dania tradycyjne i podaję te sprawdzone, zazwyczaj tańsze i mniej pracochłonne od reszty.



Wróciliście z wakacji? Chcecie pochwalić się udanymi fotami i całkiem zgrabnym filmikiem przy tematycznej kolacji a la. Sprawdźcie najpierw gusta współbiesiadników. To najlepsza gwarancja dobrego humoru. Obu stron.

 

tekst Urszula Rzepczak

Magazyn WASZE PODRÓŻE

dodajdo
Ostatnio dodane komentarze
Dodaj komentarz
 
 

Napisz do nas

Wyszukiwarka

W innych działach
Kopiowanie i rozpowszechnianie materiałów zawartych na tej stronie bez zgody autora jest zabronione.
© Tubylismy.pl, www.tubylismy.pl - All right reserved. Wykonanie portalu: GaldoMedia.

Tubyliśmy.pl on Facebook