Noc. Zupełna ciemność. Idziemy wąskimi uliczkami Hadibo. Uważamy pod nogi, by nie nadepnąć na jakiegoś szczura. Przyświeca nam tylko nikłe światło latarki. Po pewnym czasie, z dala, zaczyna nas dobiegać dźwięk bębnów. Na początku delikatny, ledwie rozpoznawalny, z czasem coraz bardziej donośny i wyraźny. W końcu dudnienie staje się tak głośne, że ledwie siebie nawzajem słyszymy. W ciemności dostrzegam kłębowisko ludzi. Widać jedynie zarysy falujących postaci....
W piątek po sjeście, gdy upał już trochę zelżeje, czarni mieszkańcy Hadibo ubierają się w najpiękniejsze stroje, zabierają termosy z herbatą oraz różne przekąski i wsiadają do łódek rybackich. Nie płyną jednak jak co dzień o świcie na połów, ale do portu, na piknik. Ledwie łódki odbiją od brzegu mężczyźni biorą bębny i zaczynają wybijać jednobrzmiące rytmy. Dźwięk bębnów unoszony na falach rozbrzmiewa w całej okolicy zagłuszając nawet charczenie...