Rzecz miała miejsce na maleńkiej wyspie Malabo u wybrzeży Kamerunu. Tam pierwszy raz poczułam to ciężkie, wilgotne, gorące powietrze. Maleńkie lotnisko wciśnięte w las tropikalny, ubite pasy czarnej ziemi służące za pasy startowe, samoloty z lat, których nie pamiętam, soczysta, intensywna roślinność. To było tylko międzylądowanie, ale tego obrazu nigdy nie zapomnę. Pierwsze powitanie z Afryką zdarza się tylko raz. To tylko przedsmak. Dla kogoś, kto nigdy nie był na...
czytaj całość >>